Teatr to szansa na wszystko

Teatr to szansa na wszystko
Klauni, czyli o rodzinie. Odcinek 3, reż. Justyna Sobczyk / fot. Grzegorz Press / Teatr 21
Na chwilę przed inauguracją jubileuszowego sezonu i przeprowadzką części zespołu do wspólnego mieszkania aktorki i aktorzy Teatru 21 opowiadają o dwóch dekadach życia w teatrze.

Z zespołem aktorskim Teatru 21 w składzie: Julia Baranowska, Grzegorz Brandt, Anna Drózd, Daniel Krajewski, Maja Kowalczyk, Aleksander Orliński, Michał Pęszyński, Piotr Sakowski, Aleksandra Skotarek, Marta Stańczyk, Cecylia Sobolewska, Piotr Swend i Magdalena Świątkowska rozmawia Justyna Szczepaniak z udziałem Justyny Wielgus, od września 2025 dyrektorki artystycznej Teatru 21. (Do zespołu Teatru 21 należą aktualnie/należeli w przeszłości również: Teresa Foks, Anna Łuczak, Jan Kowalewski i Barbara Lityńska [zm. 2023]).

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Inaugurujecie we wrześniu swój dwudziesty, jubileuszowy sezon teatralny. Jesteście na scenie od dwóch dekad. To szmat czasu! Opowiedzcie mi, jak to się zaczęło.

GRZEGORZ BRANDT: Najpierw był teatr w szkole, przy Głogowej 2b. W 2005 roku zaczęła [go] Justyna Sobczyk. Zapisałem się sam. Nie ma mamy, nie ma nikogo. Potem wyszliśmy ze szkoły, teatr nie miał jeszcze siedziby, ale chodziliśmy po różnych teatrach. Tam mieliśmy próby i przedstawienia. Potem dostaliśmy cały ten lokal.

MARTA STAŃCZYK: Teatr 21 powstał ze szkoły Dać Szansę. Byłam w teatrze od początku. Maja [Kowalczyk] miała osiem lat, ja miałam osiemnaście. Zaczęło się od jasełek z Justyną.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Już wtedy spodziewaliście się, że teatr stanie się tak ważną częścią Waszego życia, że odniesiecie artystyczny sukces?

GRZEGORZ BRANDT: Tak.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Tak.

MARTA STAŃCZYK: Tak, wiedziałam to od początku.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Tak, spodziewałam się. Uważam, że to nie są zajęcia rehabilitacyjne, tylko normalna sztuka. Jestem w teatrze od dwudziestu lat.

DANIEL KRAJEWSKI: Ja doszedłem dopiero w 2006 roku. Od lat marzyłem o prawdziwym aktorstwie.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Ja zacząłem karierę teatralną piętnaście lat temu, czyli w 2010 roku. W tym momencie odbyła się premiera spektaklu Portret. Grałem Michaela Jacksona. Jestem aktorem i archiwistą. Sam pomyślałem, że nim będę.

MAJA KOWALCZYK: Alek pamięta ważne daty, urodziny i wszystkich nas [o nich] informuje.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Zgodnie z archiwum Teatru 21 w 2005 roku były jasełka, Król Bazyliszek i Orfeusz i Eurydyka. Potem Lot nad Panamą, Alicja, Miasto, Manifest, Portret, Uwaga, Purim!, Ja jestem ja, …i my wszyscy. Odcinek O

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Zatrzymajmy się tu na chwilę. Wymieniłeś właśnie, Alku, tytuł pierwszej części Waszego czteroodcinkowego serialu teatralnego. To chyba dosyć ważny moment w historii Teatru 21. W tamtym czasie Waszą tymczasową siedzibą został Instytut Teatralny. Przygotowaliście i zaprezentowaliście w nim wszystkie przedstawienia z cyklu. Spektakle cieszyły się dużym zainteresowaniem, a ich tematy pochodziły bezpośrednio od Was. Opowiadaliście w nich o swoich marzeniach i potrzebach. Pragnienia te nazwałabym uniwersalnymi i bliskimi niemal każdemu człowiekowi. Dla Was, osób z niepełnosprawnościami, są one jednak nieco trudniejsze do zrealizowania. Premiera pierwszej części serialu miała miejsce w 2012 roku, ostatniej – dziesięć lat temu. Które z marzeń, o których mówiliście w tamtych spektaklach, udało Wam się już spełnić, a które z nich wciąż czekają na spełnienie? Odcinek 0 traktował o…

WSZYSCY: O pracy.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Nie ma pracy, nie ma pieniędzy, nie ma nic. W tamtym momencie podjęliśmy ostateczną decyzję, że trzeba zrobić serial. To wzięło się z serialu Klan.

MARTA STAŃCZYK: Dlatego, że Piotrek Swend gra w Klanie. Pamiętam, że Michał [Pęszyński] z Basią [Lityńską], jak jeszcze żyła, śpiewali tam: „Wyobraź sobie, że grasz w tym serialu”.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Teraz mamy pracę.

ALEKSANDRA SKOTAREK: W naszym lokalu nowym.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: W teatrze pracujemy.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Druga część serialu, czyli Statek miłości. Odcinek 1, jak sama nazwa wskazuje, opowiadała o miłości.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Cela [Sobolewska] miała [w tym spektaklu] papierosa i mówiła „l’amour”. Michał, Ty byłeś jako Pierce Brosnan.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Ja byłam księżną Dianą.

MARTA STAŃCZYK: Ja byłam Jennifer Lopez.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Ja byłam Meryl Streep.

CELA SOBOLEWSKA: Ja Marilyn Monroe.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: A Ty, Aniu?

ANNA DRÓZD: Liz Taylor.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Arnie.Miałem maskę Arnolda Schwarzeneggera.

MAJA KOWALCZYK: Ja grałam Puka. Miałam wspaniałą rolę – aby szukać miłości, całowania z chłopakiem, dotyku, przytulenia, ciepła. Były szalone piosenki, Serduszko puka w rytmie cza-cza. I dużo tańców. Taniec hula też.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Asia [Mazur] go prowadziła.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Przy tańcu hula była historia o bogini Pele.

MAJA KOWALCZYK: Miłość, sens, nadzieja, otwartość na scenie.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Wiem, że w życiu niektórych z Was miłości nie brakuje. Magdo, Michale, mam tu oczywiście na myśli Was.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Tak, Magdalena i ja jesteśmy zaręczeni.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Chcemy powiedzieć z Michałem, że [jest] to szalona miłość.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Pierwsze zaręczyny odbyły się w Poznaniu, w hotelu.

MARTA STAŃCZYK: Byliśmy na wyjeździe ze Statkiem miłości, Poznań–Kalisz.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Wszyscy świadkami byliśmy. Było winko do tego.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Otwarty szampan, wino – zgadza się.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Pamiętam, że oni śpiewali „Sto lat, sto lat, niechaj żyje nam”, a Michał powiedział tak: „Czy wyjdziesz za mnie?”. Zgodziłam się na założenie pierścionka na palec, na zaręczyny. Wiele lat temu to było.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: A drugie zaręczyny?

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Drugie zaręczyny odbyły się w namiocie cyrkowym na spektaklu familijnym Jak przestałem być idealny. To była pierwsza próba do przedstawienia. Martyna Peszko zrobiła film dokumentalny Szalona miłość. Znalazła taką parę, która jest zaręczona, czyli Magdę i mnie. Zadzwoniłem specjalnie do Martyny, żeby nakręciła te zaręczyny w namiocie. Film został wyróżniony na festiwalach w Grecji, w Koszalinie i w Krakowie. Dostaliśmy podziękowania za współpracę i plakat.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Wpadliście sobie w oko od samego początku?

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Od samego początku to nie, ale potem już tak. Poznaliśmy się w szkole.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Michał ma dobrą pasję – konie [Michał od dzieciństwa trenuje jeździectwo. Jest zwycięzcą wielu zawodów na szczeblu krajowym i międzynarodowym – przyp. JS.].

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Zgodnie z polskim prawem wciąż jednak niestety nie możecie zawrzeć związku małżeńskiego…

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Zobaczymy, co będzie dalej. Zobaczymy… Walczymy o to.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: A ja kibicuję. Głównym tematem kolejnego odcinka Waszego serialu, Upadków, były pieniądze.

GRZEGORZ BRANDT: Teraz zarabiamy.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Otrzymujecie wynagrodzenie za pracę w Teatrze 21.

WSZYSCY: Tak.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Jedenaście lat temu, w 2014 roku, zaczęliśmy zarabiać pieniądze. Podpisujemy umowy na spektakle.

Klauni, czyli o rodzinie. Odcinek 3, reż. Justyna Sobczyk / fot. Grzegorz Press / Teatr 21

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Ostatnie przedstawienie z cyklu opowiadało o samodzielności, pragnieniu założenia rodziny.

MAJA KOWALCZYK: Jak graliśmy w spektaklu Klauni, czyli o rodzinie, to marzyliśmy o zamieszkaniu w mieszkaniu treningowym. Teraz marzenie to spełniło się na żywo. Bardzo się z tego cieszę.

DANIEL KRAJEWSKI: W tym roku, 31 sierpnia, przeprowadzamy się do mieszkania treningowego Stowarzyszenia Otwarte Drzwi. [Rozmowa odbyła się na chwilę przed przeprowadzką do mieszkania – przyp. JS.]

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Dwanaście lat temu, czyli w 2013 roku, otwarto w Warszawie mieszkanie treningowe dla osób niepełnosprawnych przy ulicy Oszmiańskiej. Zaraz potem przy Narbutta i Powązkowskiej. Teraz, w 2025 roku, zamieszkamy przy ulicy Kłobuckiej.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Daniel, Alek, Maja, Magda i ja.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: I Kacper.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Tak, nasz kolega z ośrodka też. I pan Michał.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Będzie mnie wspierał z cukrzycą, pomagał z sensorem.

DANIEL KRAJEWSKI: W mieszkaniu treningowym nie będziemy stale sami. Mamy tam terapeutów, którzy odpowiadają za nas wszystkich. Wiadomo, będziemy samodzielni. Terapeuci mają tylko nadzorować. Są po to, żeby sprawdzić, jak nadajemy się do samodzielnego życia – czy dobrze nam się to uda.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Byliśmy już na Ursynowie, w środku mieszkania. Każdy ma [w nim] swój pokój. Są dwie łazienki, jeden pokój dla pana Michała, wspólna kuchnia plus salon kawowy z telewizorem. Będziemy mieli własne klucze do tego domu.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Myśleliście już o tym, jak będzie wyglądała ta Wasza wspólna, samodzielna codzienność?

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Oglądać [telewizji] nie będziemy, tylko coś innego robić. Sprzątać, prać. Mamy w mieszkaniu nową pralkę. Są też takie kartki napisane, kto będzie miał dyżur którego dnia.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Brzmisz trochę, Michale, jak postać, w którą wcielałeś się w Klaunach… – nadużywający gwizdka, uczący lokatorów mieszkania wykonywania codziennych czynności trener.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: O właśnie, no brawo! [Michał uśmiecha się.]

DANIEL KRAJEWSKI: Będziemy oczywiście wspólnie robić wielkie zakupy. Spożywcze, higieniczne i różne inne. Będziemy też dbać o całe mieszkanie treningowe. Sprzątać i zmieniać pościel, żeby było czysto, lśniąco i błyszcząco. Czas wolny to na przykład emocje sportowe, oglądanie meczów, chodzenie do różnych kin, do teatru, do muzeum…

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Na jak długo przenosicie się na Ursynów?

DANIEL KRAJEWSKI: Do końca października. I to już będzie ostatnie mieszkanie treningowe. A dlaczego ostatnie? Bo chcemy od stycznia, w nowym roku, zamieszkać wspólnie już tym razem na stałe, na zawsze.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Poruszając w spektaklach ważne dla Was, nierzadko „niewygodne” tematy, przełamujecie stereotypy dotyczące osób z niepełnosprawnościami. Byłam jakiś czas temu na solo Oli Nie jestem rośliną. Strumień świadomości. W trakcie pokazu zanotowałam sobie na bilecie dwa zdania. Nie powtórzę ich teraz dokładnie, ale brzmiały mniej więcej tak: „Wszystko masz o mnie wymyślone” i „W teatrze rozbrajam tabu”. Jakie funkcjonujące powszechnie wyobrażenia na Wasz temat udało się Wam dotychczas obnażyć i przekroczyć poprzez działalność Teatru 21? Jakie tabu przełamać?

ALEKSANDRA SKOTAREK: Różne. Przekroczyliśmy tabu seksualności osób niepełnosprawnych intelektualnie i tych z autyzmem też. Wykluczano te osoby. W tym mnie. My wszyscy pragniemy miłości i seksualności. Wiele jest tabu w różnych spektaklach. W Libido romantico mówimy o dorosłości, miłości, seksualności, prawie do spełniania marzeń, pragnieniu miłosnych scen… O tym [Ola wskazuje na swoje piersi] – o tabu nagości też.

Libido romantico, reż. Justyna Wielgus / fot. Monika Stolarska / Teatr 21

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Spektakl oparliście na Balladach i romansach Adama Mickiewicza, których premiera – jak przypominacie w opisie przedstawienia – wywołała dwieście lat temu obyczajowy skandal.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Libido… to jest po prostu mocny spektakl. Tam [w utworach Mickiewicza] też jest dużo o seksualności. [Przedstawienie] ma wiele mocnych scen i tekstów. Nie tylko moich – Daniela, Alka… Ola Skotarek się tam rozbiera. Maja ma sceny śpiewające – robi Celine Dion. Ja niestety na końcu klnę jak szewc. Jestem teraz w głównej obsadzie.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Kiedyś była Basia Lityńska.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Ale nam niestety zmarła. Janek Kowalewski też był w obsadzie, ale na krótko. Podjąłem wtedy taką decyzję, że zasilę grono Libido… Jestem przejęty tym.

MAJA KOWALCZYK: Ja rozbrajam tabu, śpiewając; kiedy śpiewam na scenie płynnie [piosenkę z] Titanica. Mówimy w Libido… o seksualności – jaka jest. O emocjach. Na scenie jest dużo emocji. To jest nasze wspólne tabu.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Wspólne wszystkim ludziom?

MAJA KOWALCZYK: Tak. Chciałabym jeszcze poruszyć [temat wideoperformansu] Ciało w ciało z Marilyn. Był wtedy wirus, nie mogliśmy wyjść z domu i Justyna Wielgus zaproponowała, żeby zrobić to na zoomie. Wzięłyśmy [z Olą Skotarek] jej [Marilyn Monroe] poezję, dzienniki. To jaka jest. I jaka ja jestem. Mówiłyśmy o naszych potrzebach, celach, marzeniach…

JUSTYNA WIELGUS: Tak naprawdę najpierw pojawiły się monologi dziewczyn. Dzienniki Marilyn odkryłyśmy potem. Okazało się wtedy, że te teksty są do siebie bardzo podobne.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Te [nasze] teksty są już nawet w książce [Teatr i niepełnosprawność. Antologia tekstów scenicznych i performatywnych… – przyp. JS.]. Ciało w ciało z Marilyn też było rozbrajaniem tabu. Naszym wspólnym z Majeczką. Napisałam potem wykład na temat seksualności. Miał sześć stron. To jest coś związanego z normą. Norma powinna chronić osoby niepełnosprawne.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Był jeszcze PokaZ. Rozmawiałem tam o seksualności, ale też na tematy kobiece, z Dianą Bastos Niepce z Lizbony, która miała ciężki wypadek i wylądowała na wózku. Mówiła, jakie pozycje [seksualne] lubi i nie tylko. Ona zadawała mi pytania, a ja na nie odpowiadałem. Z Dianą to była taka ciężka rozmowa, ale czułem się w tematyce seksualności bardzo dobrze. Dużo tam było tego tabu, już też taka nagość całkowicie. Kasia Żeglicka miała epilepsję, Maciek Kasprzak kłopoty z nogami, Hela Urbańska jest lesbijką…

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Przychodzą Wam do głowy jeszcze jakieś „zakazane” tematy, których dotknęliście w Waszych spektaklach?

PIOTR SWEND: [W teatrze] łamiemy zakaz. Nie jesteśmy w małżeństwie, bo jesteśmy osobami niepełnosprawnymi. I to jest ten konflikt, o który ja walczyłem na sali sądowej w Klanie. Stanąłem, była tam taka barierka i zacząłem mówić, dlaczego też możemy być w związku. Po prostu walczyłem o to.

JUSTYNA WIELGUS: Gdy Piotr i aktorka wcielająca się w jego serialową ukochaną nagrywali odcinki, w których ich postaci starają się o zgodę na zawarcie związku małżeńskiego, pracowaliśmy nad Klaunami. Postanowiliśmy wtedy, że przechwycimy tę sytuację. W Klanie Maciek i jego partnerka Martyna nie otrzymują pozwolenia na ślub. Zdecydowaliśmy więc, że zorganizujemy go w spektaklu.

PIOTR SWEND: Zacząłem grać w Klanie, gdy miałem osiem lat. Miałem tam swoich serialowych rodziców – Grażynkę i Rysia. Oni byli w małżeństwie, byli żoną i mężem. I byli szczęśliwi.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Magdo, to, o czym mówi Piotr, jest bliskie i Tobie. Wspomniałaś już, że chcielibyście z Michałem się pobrać. O pragnieniu wejścia w związek małżeński otwarcie mówisz również na scenie. W Rewolucji, której nie było opowiadasz o swojej wymarzonej podróży poślubnej. Zespół Pokusa, który towarzyszy Wam w tym spektaklu, grając wtedy weselny przebój Jesteś szalona, wyraża to, co na temat Twoich planów sądzi niemała część społeczeństwa. Dołączasz do nich i zaczynasz śpiewać.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Tak, zgadza się. Miałam [w tej scenie] welon. Była o moim marzeniu, o Dźwirzynie i szalonej miłości.

JUSTYNA WIELGUS: Pamiętasz, jak powstała? Mieszkałyśmy blisko siebie i jechałyśmy razem szóstką z Żoliborza na próbę. Wyliczałaś wtedy głośno w tramwaju, co zamówiłabyś sobie do jedzenia do hotelowego pokoju podczas swojej podróży poślubnej…

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Tak, pamiętam. Jakieś dobre ciastka, lody, wanilię… Chciałam też patrzeć na zachód słońca.

JUSTYNA WIELGUS: Wzięłyśmy tę tramwajową scenę tego dnia na próbę i została w spektaklu. Jej pierwszymi widzami byli pasażerowie.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: To prawda.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Przygotowując się do naszej dzisiejszej rozmowy, sięgnęłam po książkę 21 myśli o teatrze, która składa się z Waszych wypowiedzi i zdjęć z prób do Klaunów… Wiele z tytułowych myśli dotyczy Waszych relacji z widzkami i widzami. Wśród nich znalazła się też taka, że „publiczność jest najbliższą rodziną teatralną aktorów”.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Ja to powiedziałam.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Stosunki rodzinne bywają jednak różne. Jak wyglądają Wasze relacje z osobami, które oglądają Wasze przedstawienia?

DANIEL KRAJEWSKI: Relacje z widzami są bardzo bliskie. Potrafimy z widzami nawiązywać kontakt w czasie spektakli i po spektaklach, bo czasem zdarzają się też spotkania z publicznością. Są wtedy wszyscy aktorzy, albo czasem nie wszyscy, i rozmawiamy z nimi o naszych przedstawieniach.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Kiedy jest publiczność i jest spektakl, to się nie stresuję. Idę do przodu. Powiem jedno zdanie [z Libido romantico] – „polecam i zachęcam do zakochania się we mnie jako aktorze”. Od kiedy jesteśmy na scenie, czujemy się tak, jakbyśmy byli profesjonalnymi niepełnosprawnymi aktorami.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Jak osoby, które przychodzą na Wasze przedstawienia, reagują na to, co widzą na scenie i na Was jako aktorki i aktorów?

GRZEGORZ BRANDT: Publiczność reaguje skupieniem. O tak, skupieniem.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Są zaciekawieni po prostu. Obserwują nas.

PIOTR SWEND: Mamy kontakt z widzami, bo oni oglądają nas w teatrze. Mogą nas oglądać, bo jesteśmy aktorami, którzy grają na scenie. To jest bardzo ciężka praca. Potem są ukłony i dostajemy prezenty, kwiaty dostajemy. Są też czasem okrzyki.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Mam swoje różne sceny z widzami. W Libido… jeden mężczyzna, którego wybieram, musi wejść ze mną na scenę. Podaję mu dłoń. Mam dla niego tekst Adama Mickiewicza.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Zdarzyło Ci się kiedyś, że ktoś odmówił?

ALEKSANDRA SKOTAREK: Nie, [wybrany mężczyzna] nie ma wyjścia.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Konfrontujecie publiczność z różnymi niełatwymi tematami i nowymi obrazami. Domyślam się, że nie każdemu podobają się Wasze przedstawienia.

PIOTR SAKOWSKI: Podobają się i nie podobają.

Statek miłości. Odcinek 1, reż. Justyna Sobczyk / fot. Marta Ankiersztejn / Teatr 21

MAJA KOWALCZYK: Jedna koleżanka, Teresa, mówi w innym języku. Pamiętam, że jak graliśmy Statek miłości i Teresa zaczęła śpiewać, to się śmiali.

JUSTYNA WIELGUS: To była bardzo mocna reakcja. Dużo z nią pracowaliśmy. Ta sytuacja miała miejsce dawno temu.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Dopiero teraz przypomniałem sobie, jak to było wcześniej. Nie spodziewaliśmy się, że ktoś inny będzie się z nas śmiał, nie przypuszczaliśmy różnych reakcji. Basia Lityńska, jak jeszcze żyła, to miała mocny charakter i były te reakcje.

JUSTYNA WIELGUS: Przywołałeś, Alku, Basię. Pamiętacie na pewno, jak bardzo dbała o widzów.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Ja pamiętam, jak dbała o widzów i dbała o nas wszystkich.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Wspierała, pomagała i chroniła nas – troszczyła się. Było dużo spojrzeń na Basię. Miała różne poglądy i przeklinała na różne sposoby. Reagowała na publiczność. W moim monodramie też była, w roślinach.

JUSTYNA WIELGUS: Basia dbała o wszystkich; o nas i o publiczność, pytając: „Co widz na to powie? Czy jest na to gotowy?”. „Libidowa” ekipa kojarzy na pewno, jak improwizowaliśmy wokół ballady Powrót taty i Basia stworzyła tę końcową scenę z przekleństwami. Niepokoiła się wtedy, czy nie jest to za mocne.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Tak, wtedy odbyła się rozmowa, czy widz to zaakceptuje, czy przyjmie tę scenę.

MAJA KOWALCZYK: Basia nasza, kochana aktorka, bardzo lubiła gadać o widzach. Miała coś do widza. Widz widzi aktora, aktor widzi widza.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Michale, to chyba Twoje słowa?

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Tak, moje.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Padają one w wielu tekstach i wypowiedziach na temat Waszej twórczości i proponowanego przez Was sposobu komunikacji z publicznością. Znam już ich interpretacje. Jestem jednak ciekawa, co one oznaczają dla Ciebie.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Jak gram sztukę, to widz widzi aktora, tak? Widz widzi aktora, czyli widzi aktora na scenie. Jak ja idę do teatru muzycznego czy innego, to też staję się wtedy widzem – w tym sensie. Chodzę do Teatru Roma i do Buffo na przykład. To są musicale. W Teatrze Ateneum też byłem nieraz. Na premierze Rewolucji, której nie było [również] mogłem oglądać aktorów, byłem widzem. Mina poważna i oglądam. Jak ja gram na scenie, to widz [także] ma swoją mimikę twarzy. Aktor gra, widz ogląda. Można to odebrać śmiechem albo klaskaniem.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Jest to więc rodzaj spotkania, kiedy obie strony mogą się nawzajem zobaczyć, nawiązać relację i wymienić energią?

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Tak. Wymienić energią i wymienić czułością też.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Wiele Waszych spektakli kierowanych jest do dzieci i młodzieży. Co chcecie powiedzieć młodym ludziom przez swoją twórczość?

GRZEGORZ BRANDT: Chcemy ich nauczyć wszystkiego. Zapraszamy dzieci do różnych przedstawień. Gramy na przykład Trolle. Są [one] dla dzieci małych, klasowych [spektakl został zaprojektowany tak, by mógł być grany w klasach, między szkolnymi ławkami – przyp. JS.].

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: W Trollach mamy fajne maski. Zrobiła je dla nas taka super osoba – Wisła Nicieja. Jest od kostiumów i od scenografii. Trolle są bardzo przyjazne. Dzieci się [do nich] przytulają, mogą dotknąć [ich] futra i masek-twarzy. W ostatniej scenie [spektaklu] siadam z harmonijką i wtedy je zdejmujemy. Ściągamy maski i pokazuje się jakaś nowa twarz. Potem przedstawiamy się, czyli mówimy swoje imię i podajemy dzieciom rękę. Wtedy uczą się z nami piosenki. To [przedstawienie] jest o otwartości i poznaniu się z innym człowiekiem w ogóle.

Trolle, reż. Justyna Sobczyk / fot. Paweł Kuligowski / Teatr 21

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Grzesiu, wspomniałeś o Trollach, ale wiem też, że jedną z Twoich ulubionych ról jest mały, kolorowy stworek ze spektaklu Ja jestem ja – Waszej pierwszej premiery dla młodych widzów.

GRZEGORZ BRANDT: Tak, to jest mój najlepszy spektakl. Jestem [jego] głównym aktorem i bohaterem. Ten dziwny zwierzak szuka swojej tożsamości, [porównując się] do innych zwierząt. A to przypasowuje się do psa, ale [do niego] nie pasuje. A to do papugi, a to [do] konia. Potem do hipopotama, i też nie.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: To chyba nie za dobry sposób na to, żeby dowiedzieć się, kim się jest?

GRZEGORZ BRANDT: No nie za dobry, bo jestem jaki jestem.

MAJA KOWALCZYK: Jak mamy spektakle dla dzieci, to zachęcamy [je] do współpracy z nami, do śpiewania na przykład.

GRZEGORZ BRANDT: I do zabawy. To zabawa.

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Chcemy, żeby usłyszały, jak mówimy.

MAJA KOWALCZYK: Są też warsztaty dla dzieci – żeby coś zrobić wspólnie.

GRZEGORZ BRANDT: Mamy jeszcze otwarte próby, na które zapraszamy wszystkich ludzi. [Na jednej z nich] był kiedyś Rafał Trzaskowski.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Przychodzą goście z Polski i z zagranicy. Rok temu, 1 czerwca, w Dzień Dziecka, mieliśmy premierę You can fail! Porażka Show, który gramy w Teatrze Komedia przy placu Wilsona.

MARTA STAŃCZYK: Przed premierą bolał mnie brzuch. Gramy tam od nas ja, Ania Łuczak…

ALEKSANDER ORLIŃSKI: …Ania Drózd, Grzegorz i ja. Serdecznie zapraszamy i polecamy z naszej strony.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Ty, Marto, oprócz tego, że często występujesz w spektaklach dla młodszej publiczności, jesteś autorką opowiadań, na podstawie których w Teatrze Guliwer zrealizowany został spektakl Królestwa. Jak do tego doszło?

MARTA STAŃCZYK: To były [najpierw] historyjki na Strategie przetrwania.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Chcę powiedzieć i przypomnieć, że gdy wybuchła pandemia, to nasze Justyny zadawały nam trudne i łatwe zadania.

JUSTYNA WIELGUS: W czasie lockdownu nie mogliśmy spotykać się na tradycyjnych próbach, nie graliśmy też żadnych spektakli. Działalność Teatru 21 przeniosła się wtedy do domów aktorek i aktorów, gdzie tworzyli własne projekty artystyczne, które miały pomóc przetrwać izolację. W tym trudnym dla wszystkich momencie Marta zaproponowała bajkę dla dzieci.

MARTA STAŃCZYK: [Opowiada ona] o siostrach zakonnych, które chciały zwiedzać świat i wzięły ze sobą mądrą owcę Kostkę. Leciały balonem i opuściły się na dno batyskafem. Potem owca Kostka zakochała się w ośmiornicu Cyrylu. Był tam słynny paw Walerian jeszcze. [Zakonnice] oglądała przez teleskop królowa Eustachia, z Wenus [je] obserwowała – „Ja też was widzę”.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: W Eustachię wcieliłaś się w spektaklu osobiście.

MARTA STAŃCZYK: Tak, tylko na ekranie.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Brałaś też aktywny udział w powstawaniu całego przedstawienia. Jesteś z niego zadowolona?

MARTA STAŃCZYK: Tak, jestem.

Królestwa, reż. Justyna Sobczyk / fot. Bartek Warzecha / Teatr 21

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Jak młodzi widzowie odbierają Wasze przestawienia?

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Dzieci są ciekawe naszego teatru.

MAJA KOWALCZYK: Współpracują z nami.

CELA SOBOLEWSKA: Są szczęśliwe i zadowolone z nas.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Wam te spotkania też chyba przynoszą dużo satysfakcji.

GRZEGORZ BRANDT: Tak, bardzo lubię dzieci. Mam w domu siostrzeńców.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Ja mam swoich dwóch bratanków. Dzieci są wspaniałymi osobami.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Aniu, Ty także lubisz grać dla najmłodszych, prawda?

ANNA DRÓZD: Tak, lubię widzów i lubię być na scenie dla małych dzieci.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: A jak wygląda wymiana energii między Wami, w zespole? Tworzycie zgraną paczkę, to widać już na pierwszy rzut oka. Jesteście jednak od siebie różni. Macie różne charaktery, różne potrzeby i spojrzenia na pewne sprawy.

GRZEGORZ BRANDT: Teatr 21 to bardzo dobry teatr. Cała ekipa jest miłością mojego życia. Wy jesteście całym moim domem. Dziękuję Wam bardzo.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Ja chcę i pragnę Wam powiedzieć, że Teatr 21 to moje jedyne marzenie – to, żebym tu był i spędzał swój swobodny czas razem z Wami. Cudownie [mi] tu i teraz. Jestem z Wami i nadal będę, przez resztę mojego życia. Otwartość, bliskość, wytrwałość, mądrość, dobroczynność. Chciałbym, aby Teatr 21 istniał do końca naszego świata.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Celu, jak te Wasze relacje wyglądają z Twojej strony?

CELA SOBOLEWSKA: Wygląda to dobrze. Jesteśmy w przyjaźni, jesteśmy zespołem.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Znacie się w większości od dwudziestu lat. Przebywacie ze sobą bardzo dużo czasu. Nie macie się już czasem dosyć? Zdarzają Wam się momenty, kiedy chcielibyście od siebie odpocząć?

MAGDALENA ŚWIĄTKOWSKA: Są [takie momenty], oczywiście.

GRZEGORZ BRANDT: Nie ma.

DANIEL KRAJEWSKI: Mimo że kłótnie, problemy i nieporozumienia czasem się zdarzają, to nie [są one tak poważne], żeby mieć dość pracy w teatrze. Potrafimy żyć w zgodzie. Musimy tak żyć, aby wspólnie iść dalej z koksem w pracy teatralnej.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Ja bym nie powiedziała, że mam dość. Konflikty trzeba rozwiązywać między sobą rozmową, a nie zostawiać na dłużej, bo [wszystko] rozwalają. Nie lubię kłótni, przerażają mnie.

MAJA KOWALCZYK: Czasem są trudne momenty, ale dobrze dogaduję się z zespołem. Jak są kłótnie, to rozwiązuję problemy. Mam dobre serce dla innych, dbam o wolność.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Ja jestem jaki jestem, ale nie kłopotliwy, konfliktowy ani agresywny. [Jestem] pogodnym, mądrym, kochającym bliźnim, synem i aktorem.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Julio, dołączyłaś do zespołu w zeszłym roku. Jak się w nim czujesz?

JULIA BARANOWSKA: Bardzo dobrze. Lubię takich dobrych ludzi, od serca.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Jak to się stało, że zostałaś aktorką Teatru 21?

JULIA BARANOWSKA: Po prostu bardzo interesował mnie ten teatr. Przychodziłam [na przedstawienia Teatru 21] jako widzka. Bardzo chciałam ich wszystkich poznać, poznać ich sztuki. Teraz spełniło się moje marzenie. Byłam bardzo zaskoczona, jak mnie przyjęli. Były duże emocje, dużo radości, miłości i tolerancji.

JUSTYNA WIELGUS: Julia zadebiutowała, wchodząc na zastępstwo w Trollach.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: I jest [z nami] taka mała trollica fajna.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Spotykając się z Wami z okazji okrągłych urodzin Teatru 21, nie mogę nie zapytać o Wasze artystyczne plany na przyszłość. Co przygotowujecie na ten jubileuszowy, dwudziesty sezon?

DANIEL KRAJEWSKI: Jeśli chodzi o kolejną sztukę, to będzie to Filokteja, rodzaj damski od Filoktet. Jest to z religii i tradycji greckiej. Będziemy nad tym pracować do listopada w TR Warszawa.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Możecie mi opowiedzieć coś więcej o tym przedstawieniu?

DANIEL KRAJEWSKI: O ile będziesz, to nie muszę.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Rozumiem aluzję. Mam przyjść i przekonać się sama.

DANIEL KRAJEWSKI: Zapraszamy.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Ma być też projekt taneczny. Jedziemy z Justyną Wielgus, Olą i Mają na warsztaty. Teatr w ogóle daje motywację do tańczenia i do działania. Cela Sobolewska prowadzi jogę. Co tam jeszcze jest? Flamenco inkluzywne w czwartki. Niedawno mieliśmy też pożegnanie Justyny Sobczyk.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Justyna była z nami przez dwadzieścia lat.

GRZEGORZ BRANDT: Teraz została dyrektorką Teatru Ochoty od września.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: To tam, gdzie jest Pomnik Lotnika.

GRZEGORZ BRANDT: Ja mam na szczęście blisko na warsztaty do Justyny.

You can fail! Porażka Show, reż. Justyna Sobczyk / fot. Dawid Stube / Teatr 21

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Świętujecie dwudziestolecie Waszego teatru. Obchodzenie urodzin wiąże się zazwyczaj z prezentami. Jest może coś, co szczególnie chcielibyście z ich okazji dostać?

CELA SOBOLEWSKA: Kwiaty.

PIOTR SAKOWSKI: Serduszko.

MAJA KOWALCZYK: Świece.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Lodówkę nową.

ALEKSANDRA SKOTAREK: I jakieś obrazy teatralne.

JUSTYNA WIELGUS: Ale jesteście skromni! Wyobraźcie sobie, że możecie dostać wszystko, o co teraz poprosicie. Co jeszcze w takim razie chcemy?

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Autobus z naszym logiem.

WSZYSCY: Uuuuu! [Zespół bije brawo – przyp. JS.]

GRZEGORZ BRANDT: Moim marzeniem jest taki neon z naszą nazwą. Nazywamy się Centrum Sztuki Włączającej/Teatr 21.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Nasz teatr chce Oscara!

JUSTYNA WIELGUS: To musimy jakiś film strzelić!

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: Chcemy Oscara dla najlepszego teatru.

PIOTR SWEND: Oscara, Telekamerę i statuetkę dla najlepszego aktora.

JUSTYNA WIELGUS: Kochani, a scenę mamy?

WSZYSCY: Nową scenę chcemy!

ALEKSANDRA SKOTAREK: Scenę i mikrofony.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Wierzycie wciąż, że Wasza sztuka może wpływać na rzeczywistość i ją zmieniać?

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Justynko, powiem Ci wprost i szczerze – tak.

CELA SOBOLEWSKA: Wierzę, że teatr może zmieniać świat, bo jest idealnym miejscem do [odnoszenia] sukcesów.

GRZEGORZ BRANDT: Może. [Dzięki sztuce] idziemy do przodu, a nie do tyłu. O tak.

MARTA STAŃCZYK: Teatr może sprawić, że komuś będzie żyło się lepiej.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Twój, Marto, świat zmienił na lepsze?

MARTA STAŃCZYK: Tak. Zapomniałam już o tym, że nie chciałam chodzić do szkoły, miałam jej dość. Pod koniec zaczęło się [w niej] pojawiać coraz więcej dzieci i źle się tam czułam. Ja i Ola Skotarek ciągle urządzałyśmy sobie [wtedy] urlopy.

ALEKSANDRA SKOTAREK: Dla mnie teatr jest wszystkim – moim domem i wsparciem. Dał mi pasję, to, że mogę być sobą i jestem przez wiele osób nazywana aktorzycą. To, że spędzam dzień w pracy. Mam tu dużo przyjaciół i dużo spektakli do zagrania, rozwijam się artystycznie. Dzięki temu świat jest dla mnie różnorodny i pełen wrażeń.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: A jak to wygląda w Waszym przypadku? Co w Wasze życia wniósł Teatr 21? Maju?

MAJA KOWALCZYK: Siłę, moc i mądrość. Wiarę w aktorstwo i w siebie. Kocham teatr, jest naszym domem. Kocham to, jaka jestem. Dzięki teatrowi dostałam dużo wsparcia. Muszę też pamiętać wszystkie teksty i pracuje moja głowa. Bardzo to lubię.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: A w Twoje życie, Grzesiu?

GRZEGORZ BRANDT: Miłość. Do ludzi i do teatru. Zawsze chcę być w Teatrze 21.

JUSTYNA WIELGUS: Piotrek?

PIOTR SWEND: Satysfakcję z pracy. Ja mam tutaj mobilizację i dużo energii.

ALEKSANDER ORLIŃSKI: Mnie dał przyjaźń, bliskość, otwartość i empatię.

JUSTYNA WIELGUS: Julka?

JULIA BARANOWSKA: Mnie radość, odwagę i szansę – szansę na wszystko.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: A Tobie, Piotrze?

PIOTR SAKOWSKI: Teatr i sztukę.

DANIEL KRAJEWSKI: Bardzo się cieszę, że Teatr 21 jest w moim życiu i przede mną kolejne lata pracy w tym leciwym teatrze. Mogę dzięki temu rozwijać się aktorsko. Teatr 21 daje mi przede wszystkim miłość, przyjaźń, wierność, wieczność i bycie jak rodzina. Potrafimy się [w zespole] kochać, lubić i uwielbiać. Dzięki temu możemy coś razem stworzyć. Jesteśmy w teatrze po to, żeby się rozwijać, pracować i współpracować.

MICHAŁ PĘSZYŃSKI: W moje życie wniósł miłość. Chodzę do teatru i oglądam przedstawienia. Gram w nim i pracuję. Wyjeżdżam za granicę. To jest sztuka przez świat. Będziemy teraz niedługo w dwóch krajach z naszym spektaklem. Lecimy z Libido… do Rotterdamu i do Madrytu. Nie mogę się doczekać tych wyjazdów – poznawania świata, ludzi i tego, jak oni żyją. W innych krajach też jest sztuka.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: A na Ciebie, Celu, jak wpłynęło to, że jesteś częścią Teatru 21?

CELA SOBOLEWSKA: Dodało [mi to] pogody ducha, no i odwagi. Czasami mam stresy w sercu, ale odważam się.

JUSTYNA SZCZEPANIAK: Aniu, u Ciebie jest chyba podobnie? Słyszałam, że dzięki pracy w teatrze przestałaś bać się ciemności.

ANNA DRÓZD: Tak. Od Indian. Ja, która pokonała ciemność nocy.

Justyna Szczepaniak

Absolwentka Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Teatrolożka, księgarka, od niedawna także koordynatorka dostępności. Pracuje w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego.