United Colors of Polish
Żeby stać się współtwórcą danej literatury, nie wystarczy opanować język – przekonuje Iwan Wyrypajew – należy wejść w kod kulturowy danego narodu. To bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe.
Pierwsza sztuka Iwana Wyrypajewa napisana po polsku – taka informacja wybija się w zapowiedziach ostatniej premiery warszawskiego Teal House’u. Brzmi jak reklama, ale już tytuł dramatu waloryzuje to osiągnięcie: Przepraszam za mój polski. Na tym nie wyczerpuje się autoironia dramatopisarza i ironia przedstawienia wyreżyserowanego przez debiutanta Michaiła Poniatowskiego.
Na antenie Radia dla Ciebie Wyrypajew przekonywał, że to nie jest literatura, to coś w rodzaju stand-upu, że nie stawia się w szeregu polskich autorów obok Witolda Gombrowicza czy Adama Mickiewicza; pisarzem czuje się, ale tworząc po rosyjsku. Żeby stać się współtwórcą danej literatury, nie wystarczy opanować język – przekonuje – należy wejść w kod kulturowy danego narodu. To bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe. Mówiąc po polsku, wciąż wypada prymitywniej, niż posługując się rosyjskim, czuje się dużo głupszy. I to nie jest kwestia tylko akcentu.
Fundacja Teal House założona przez Karolinę Gruszkę i Iwana Wyrypajewa w 2022 roku śledzi problemy artystów w migracji, nie wyłączając ich osobistych doświadczeń. Europa mierzy się z falą migracji ekonomicznej, politycznej, są wśród nas uchodźcy wojenni, jakoś trzeba się dogadać, także po polsku. Twórcy spektaklu starają się odciążyć temat od tragicznych kontekstów. Sprzyja temu klubowa atmosfera siedziby fundacji, jednego z kilku modnych pawilonów w zrewitalizowanym Porcie Czerniakowskim. Ciasno, niezobowiązująco, widzowie i artyści są blisko siebie, nie ma teatralnej iluzji. Scena to raczej estrada, wyściela ją napis „Made in Poland”, kończący się na ściance horyzontalnej obok planszy z polskim alfabetem, czyli z całą gamą znaków diakrytycznych.
Reżyser wciska się między podest a publiczność, krótko przedstawia siebie i przedsięwzięcie. Dobrze mówi po polsku (internet podpowiada, że skończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, reżyserię w Warszawskiej Szkole Filmowej i dyrektoruje Teal House’owi). Ustępuje miejsca młodemu mężczyźnie wychodzącemu z kulis, którego funkcję można określić jako zagajacz. On z kolei przyznaje, że polszczyzną posługuje się najgorzej spośród wszystkich, których dziś zobaczymy (to Gienadij Wyrypajew, najstarszy syn autora, aktor i reżyser, studiujący w Szkole Wajdy). Dla niego recytacja „Litwo, ojczyzno moja…”, wypowiedzenie polskiego tekstu naukowego czy czegoś po islandzku to jednakowy łamaniec dla języka, ust, gardła i pamięci. Zero asocjacji kulturowych, emocjonalnych. Może co najwyżej się zastanowić, dlaczego arcypoemat literatury polskiej zaczyna się od inwokacji do innego państwa. Ale mało to dziwactw na świecie? Porzuca te dywagacje i przechodzi do konkretów – do przypadku swego znajomego Saszy, który mieszka w Warszawie, i jego partnerki, Polki… Szczegóły ich relacji rozwija dalej wraz z kolejnymi aktorami. Odbywa się to na podobnej zasadzie – każdy opowiada o sobie, ale jednocześnie jest wplątany pośrednio lub bezpośrednio w sytuację wyjściową. Historia pary rozrasta się niczym kłącze, oplatając kolejne osoby, odległe miasta i państwa, by niespodziewanie się zbiegać. Czy przypadkiem? To nie nowa konstrukcja dramaturgiczna w tekstach Wyrypajewa. W Przepraszam za mój polski dochodzi jednak nowy czynnik.

1 sierpnia tego roku Teal House ogłosił na Facebooku casting do przedstawienia: „poszukujemy aktorek i aktorów, którzy mówią po polsku niedoskonale. Z akcentem, błędami, napięciem”. Na początku września spośród wielu zgłoszeń wybrano czwórkę (zakładam, że syn Wyrypajewa nie brał udziału w rywalizacji i stąd jego osobny status w spektaklu). To osoby, dla których polszczyzna jest pierwszym językiem, dwujęzyczne, urodzone w Polsce, ale z mieszanych związków, nabywające znajomość polskiego wraz z doświadczeniem migranckim, wreszcie różnej rasy. Nilufar Nazarowa – aktorka, modelka i influencerka o azjatyckich rysach, absolwentka liceum w Gdyni, studentka Warszawskiej Szkoły Filmowej. Ifeoma Aleksandra Ukwuoma – warszawianka, aktorka, tancerka i choreografka o ciemnym kolorze skóry i afrykańskich rysach, ukończyła Warszawską Szkołę Filmową. Jekaterina Jegorowa – aktorka po szkole teatralnej im. Szczukina w Moskwie, od lat współpracuje z wrocławskim Teatrem ZAR, także jako producentka, śpiewa w chórach, uosobienie tak zwanej słowiańskiej urody. Wrocławianin Benjamin Diamouténé – aktor (także filmowy i dubbingowy), tancerz, model, dziennikarz Radia dla Ciebie, w jego żyłach płynie krew malijska i polska, uroda – można powiedzieć – latynoska, osoba zaangażowana w zwalczanie rasizmu i dialog kultur. Każdy z tej piątki to inna energia, styl, świat.
Zagajacz pojawia się na scenie i znika kilka razy. Pozostali wychodzą pojedynczo, po zakończeniu monologu siadają z boku na plastikowych fotelach czy wysokich stołkach, pod ręką mają modne termosiki w kształcie butelek oraz mikrofony. Ich monologi przeplatają się, ale nie dialogują, aktorzy obserwują się, ale nie wchodzą w interakcje – aż do finału, w którym w piątkę śpiewają i tańczą w klubowych rytmach. W tym globalnym międzyludzkim nieporozumieniu, które zrelacjonowali niemal po plotkarsku, można jednak się spotkać i poczuć jakąś wspólnotą. Choćby artystów. I taka jest chyba rola tego spektaklu. Na widowni język polski miesza się z rosyjskim, angielskim, ukraińskim… Atmosfera zachęca do pogadania. Leitmotivem przedstawienia jest pierwsze znane zdanie zapisane po polsku: „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj”, które i dla Polaków brzmi jak język obcy.
Dramat po polskiej prapremierze będzie miał jeszcze odsłonę gruzińską, litewską, francuską i bodaj angielską. Fundacja Teal House otrzymała europejski grant na przeprowadzenie tego projektu. Przedstawieniom towarzyszą wideopodcasty z osobami, które dzielą się swoim doświadczeniem w komunikacji językowej na polu sztuki i nauki, oraz laboratoria prowadzone przez lingwistów stosowanych oraz glottodydaktyków. To praca u podstaw, przygotowująca do funkcjonowania w społeczeństwie, które zmienia się pod wpływem migracji. Tego procesu się nie odwróci, trzeba z niego wyciągnąć korzyści dla obydwu stron. Musimy się nauczyć siebie nawzajem, bez uprzedzeń, poza stereotypami. (W tekście zastosowałam polską transkrypcję rosyjskich nazwisk, bez zdrobnień w imionach, idąc za utrwalonym w polszczyźnie zapisem imienia i nazwiska autora dramatu).