Kto ile zarabia w teatrze?
„To walka w kisielu – nie ma zbyt wielu zasad, a ten, kto lepiej walczy, dostaje więcej”. W polskim teatrze skończył się sezon na jawność stawek.
„Wolałbym anonimowo, bo ze stawkami jest straszny bałagan”. „Nie pod nazwiskiem”. „Mam nadzieję, że nie będę sama na tle anonimów” – słyszę, gdy próbuję napisać tekst o płacach w polskim teatrze.
„Mamy tyle, ile sobie wyszarpiemy” – mówi mi pracująca dziś dużo osoba reżyserska po trzydziestce, która swoich zarobków podać publicznie nie chce. Dlaczego? „Normą wszędzie jest zaniżanie stawek przez teatry. Jak dyrektorzy informują o stawkach, to wtedy jest to argument dla kogoś kolejnego, żeby płacić mniej” – słyszę.
W czasie, gdy prowadzę cytowaną rozmowę, kolejna nagradzana reżyserka wycofuje się z podania wysokości swojego honorarium. „Już i tak jestem w takiej sytuacji, że nikt mnie nie zaprasza do pracy. Nie chcę się narażać” – pisze.
Nikt nie wyjdzie przed szereg
Był, i to całkiem niedawno, czas, kiedy zdawało się, że wynagrodzenia artystów będą coraz bardziej transparentne. To już przeszłość. Był czas, że TR Warszawa publikował regularnie umowy z artystami (łącznie z ich stawkami) – w ostatnich latach dyrekcji Natalii Dzieduszyckiej i Grzegorza Jarzyny, po szeregu pytań kierowanych do teatru przez dziennikarzy i aktywistów. Można było więc dowiedzieć się na przykład, że Jarzyna dostał za reżyserię spektaklu 2020: Burza (w roku 2020) 85 tysięcy złotych, a Wojtek Rodak za debiut Tom na wsi (2022) 10 tysięcy złotych.
Gdy w TR zmieniła się dyrekcja, umowy przestały być publikowane. Dlaczego? Anna Rochowska, dyrektorka TR od 2023 roku, wyjaśnia: „Publikowanie umów z reżyserami i reżyserkami było ruchem w kierunku transparentności wynagrodzeń. Niestety, ta praktyka nie znalazła naśladowców, dobrowolne publikowanie informacji o umowach z twórcami i twórczyniami nie stało się trendem wśród teatrów w Polsce. W efekcie twórcy i twórczynie pracujący w TR Warszawa stali się jedynymi, których stawki i inne zapisy umowne mógł poznać każdy”.
Kwoty z umów przez pewien czas publikował też warszawski Teatr Powszechny. I też już tego nie robi. Paweł Łysak, do 2025 roku dyrektor Powszechnego, tłumaczy zmianę tym, że wdrożony został ogólnomiejski rejestr umów.
Ale w tym rejestrze umów z artystami nie ma. Dlaczego? Rochowska: „Wiele z naszych umów publikujemy w Centralnym Rejestrze Umów, który uzupełniamy wedle instrukcji obowiązującej podmioty stołeczne. Ta instrukcja sprawia jednak, że część umów z twórcami nie wchodzi w zakres tego rejestru”.
O jaką instrukcję chodzi? Pytam w stołecznym Biurze Kultury. W przesłanej mi po tygodniu instrukcji mowa jedynie o tym, że do rejestru nie wpisuje się umów o dzieło zawieranych z pracownikami danej instytucji – w tym np. jej dyrektorem. „Umowy o dzieło/zlecenie z osobami, które jednocześnie mają umowę o pracę (zawartą z tym samym miejskim podmiotem/instytucją) traktowane są na równi z umową o pracę”.
Jest także pytanie: „Co w przypadku podmiotów jak np. teatr miejski, które oprócz dotacji wypracowują własne zyski z prowadzonej działalności kulturalnej (wystawianie spektakli)?”. Bo rejestr umów dotyczy tylko tego, co finansowane z pieniędzy miasta. I odpowiedź: „Teatr sam powinien ocenić, co jest sfinansowane ze środków miasta, a co z wypracowanego własnego zysku”. Trudno jednak założyć, by wszystkie honoraria reżyserów, aktorów gościnnych czy scenografów były pokrywane z własnych wpływów teatrów, np. ze sprzedaży biletów.
Tajemniczy wyjątek
Wbrew pozorom kwoty zarabiane przez artystów w publicznych instytucjach kultury niekoniecznie są informacją publiczną. Obowiązuje wyjątek wprowadzony w 2015 roku pod koniec rządów premier Ewy Kopacz – choć projekt ustawy przedstawił jako rządowy jeszcze premier Donald Tusk, tuż przed wyjazdem do Brukseli. Sejm dopisał wtedy artykuł 29a do ustawy o prowadzeniu i organizowaniu działalności kulturalnej. Przepis ten wyłącza wynagrodzenia za usługi „z zakresu działalności artystycznej lub twórczej” z przepisów o dostępie do informacji publicznej – jeśli świadczący pracę podmiot zastrzegł, że te informacje nie mogą być udostępniane.
Oznacza to, że można zapytać w trybie dostępu do informacji publicznej na przykład o to, ile pieniędzy dostają obsługujący publiczną instytucję kultury prawnicy – i otrzyma się odpowiedź. Ale gdy zapytamy w publicznym teatrze o wynagrodzenie reżysera czy scenografa – będzie znacznie trudniej.
Honorarium artysty – pisali autorzy tamtej zmiany ustawy w uzasadnieniu projektu – podlega „wyłączeniu od zasady jawności ze względu na interes handlowy tej osoby”.
Jak ten przepis działa w praktyce? Przekonałem się, gdy chciałem jakiś czas temu poznać stawki reżyserskie Mai Kleczewskiej, składając wnioski o dostęp do informacji publicznej. Na wyjątek z czasów Kopacz powołali się wszyscy trzej dyrektorzy w trzech teatrach, w których o to zapytałem. Informacje zostały zastrzeżone, w dwóch przypadkach nie dostałem nic, w jednym – umowę z zaczernionymi kwotami.
Czy twórcy chętnie korzystają z opcji formalnego utajnienia honorarium? „Artyści rzadko zastrzegają możliwość ujawnienia ich stawek, ale to się zdarza – mówi Łysak. – W Powszechnym zawsze do negocjacji proponowaliśmy umowy z zapisem, że stawka jest jawna, wychodząc z założenia, że to pieniądze publiczne. Ale warto dodać, że mimo takiego zapisu artysta/tka może później znów zastrzec jawność stawki”.
Jawność za 170 tysięcy
Od wyjątku od jawności też jest zresztą wyjątek – jeśli kwota zamówienia przekracza 130 tysięcy złotych, podlega pod prawo zamówień publicznych i obowiązek publikacji informacji o zawarciu umowy. Ten limit zostanie w dodatku od 1 stycznia 2026 w ustawie zwiększony i będzie wynosił 170 tysięcy złotych – Sejm przegłosował to w lipcu 2025 roku, uzasadniając tę decyzję inflacją i potrzebą „elastyczności”.
Przykłady takich zamówień? Znaleźć je można np. w BIP krakowskiego Starego Teatru. To tylko zagraniczne nazwiska: Luk Perceval i Julian Hetzel w czasach dyrekcji Doroty Ignatjew i Jakuba Skrzywanka, Konstantin Bogomołow w czasach Jana Klaty. Nie podaje się tam sumy, jaką taki twórca otrzymał – tylko sam fakt, że umowa została zawarta na kwotę przekraczającą próg. Instytucje niekoniecznie nawet piszą wprost o przekroczeniu progu. Teatr Wielki Opera Narodowa w Warszawie podawał przez lata po prostu podstawę prawną i informował o zawarciu umowy. A że opiewała ona na kwotę powyżej 130 tysięcy złotych – domyślić się trzeba było z odniesienia w informacji do konkretnego paragrafu. Kto miał wiedzieć, ten wiedział.
Co posiada dyrektor
Jeszcze bardziej niespójna jest polityka jawności dyrektorskich majątków i zarobków. Dyrektorzy samorządowych teatrów muszą składać co roku publiczne oświadczenia majątkowe, które trafiają potem do internetu. Dotyczy to jednak tylko dyrektorów naczelnych (jako „kierowników samorządowych jednostek organizacyjnych”) – ale już nie np. zastępców do spraw artystycznych. Dlatego obywatel może poznać łączne zarobki (i majątek) np. Andrzeja Seweryna, dyrektora Teatru Polskiego w Warszawie, czy Krzysztofa Głuchowskiego, dyrektora Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie – ale już nie Krzysztofa Warlikowskiego (bo jest w Nowym Teatrze zastępcą dyrektora ds. artystycznych) czy choćby Michała Buszewicza (bo w Teatrze Współczesnym w Szczecinie pełni analogiczną funkcję).
Co więcej, przepisy te nie dotyczą w ogóle narodowych instytucji kultury, które prowadzi ministerstwo, a nie samorząd. Oświadczeń majątkowych nie musi publikować więc Jan Klata w warszawskim Teatrze Narodowym czy Dorota Ignatjew w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie – choć wykonują taką samą pracę, również za publiczne pieniądze, tyle że podpisują umowę z ministrem, a nie prezydentem miasta czy zarządem województwa.
Ale i oświadczenia majątkowe dyrektorów-artystów trudno traktować jako źródło wiedzy o ich konkretnych stawkach za poszczególne projekty artystyczne. W oświadczeniach podaje się zsumowane zarobki z ostatniego roku w poszczególnych kategoriach – „ze stosunku pracy”, „umowy o dzieło”, „prawa autorskie” czy „emerytura” (najczęściej brutto – choć nie ma w tej kwestii jasnych przepisów, jedynie rekomendacje). To, ile z tego pochodzi z pracy przy np. konkretnym spektaklu – nie jest już wyszczególnione. I tak z pierwszego oświadczenia Mai Kleczewskiej dowiadujemy się, że z tytułu praw autorskich nowa dyrektorka Powszechnego zarobiła od 1 stycznia do 15 września 2025 kwotę 172 134 złotych. Wyreżyserowała w tym czasie dwa przedstawienia – Tkoczy w Katowicach i Ziemię obiecaną w Sosnowcu.
Kogo stać na pracę
Czy po latach walki aktywistek, dziennikarzy czy artystek o jawność stawek atmosfera tajemnicy wokół teatralnych wynagrodzeń zostanie z nami na dłużej? Od jednej z kuratorek słyszę, że na niechęć do ujawniania wynagrodzeń wpływa też… lewicowe oburzenie. „Nie ma takiej stawki, do której dziś ktoś nie przyczepiłby się w mediach społecznościowych, że jest za wysoka. A z kolei jeśli ktoś może pozwolić sobie na pracę w sztuce za niskie stawki, to może znaczyć, że jest uprzywilejowany, bo go na to stać… I tak źle, i tak niedobrze”. Faktycznie, co najmniej jeden z młodych artystów, z którymi rozmawiałem, bał się bycia odpytywanym na Facebooku ze swoich pieniędzy.
„A może jest też tak, że wysokość stawki świadczy o sprycie? – mówi mi wzięta osoba reżyserska po trzydziestce. – Że jak ktoś umie sobie wynegocjować dużo, to jest jakiś, nie wiem, lepszy? Może środowisko tak to podświadomie postrzega. Ale nie wiem na pewno. Pewna jest za to walka w kisielu – nie ma zbyt wielu zasad, a ten, kto lepiej walczy, dostaje więcej”.
Choć indywidualne wynagrodzenia konkretnych osób twórczych realizujących spektakle w teatrach są coraz pilniej strzeżoną tajemnicą, zmienia się podejście do widełek płacowych na etatowych stanowiskach. Brak takich widełek w publikowanym na Facebooku ogłoszeniu o pracę budzi z reguły opór i protesty w komentarzach. „Zasadę transparentności i otwartości w zakresie wynagrodzeń realizujemy poprzez podawanie widełek płacowych w rekrutacjach ogłaszanych na stanowiska w teatrze. Stało się to naszym standardem i dobrą praktyką” – mówi mi Anna Rochowska z TR Warszawa.
JAK ZARABIA SIĘ W TEATRZE?
35 złotych brutto za godzinę pracy oferuje suflerowi warszawski Teatr Syrena. To 4,50 zł więcej, niż wynosi minimalna pensja godzinowa. Teatr proponuje umowę-zlecenie na czas sezonu.
140 złotych brutto za spektakl zarabia etatowy aktor-lalkarz w pewnym mieście powiatowym. Do tego podstawa – pensja minimalna za pół etatu (około 1800 zł na rękę).
700 zł brutto dostaje reżyser za próbę wznowieniową w większości polskich teatrów. Niezależnie od tego, czy dojeżdża na drugi koniec kraju, czy do teatru w mieście zamieszkania.
1000 zł brutto na umowie-zleceniu dostaje krytyk prowadzący spotkanie z artystą w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu. Stawka ta obowiązuje w wielu innych teatrach.
2000-3500 złotych brutto za zagranie spektaklu poza obowiązkami dyrektorskimi dostaje Andrzej Seweryn w kierowanym przez siebie Teatrze Polskim w Warszawie. Stawka ta jest jawna, ponieważ zgodnie z umową dyrektora każdorazowo – przy każdej kolejnej premierze – musi być zatwierdzana uchwałą zarządu województwa mazowieckiego, a akty prawa miejscowego są jawne. Nie jest to typową praktyką w polskich samorządach. 2000 zł to stawka za udział w spektaklu Cygan w Polskim, 3500 zł – Rękopis znaleziony w Saragossie. Dziedzictwo Gomelezów; w tym ostatnim przypadku zarząd zgodził się też na stawkę 20 000 zł za przygotowanie roli.
5040–5760 złotych brutto to podstawowe wynagrodzenie inspicjenta/ki w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie. Do tego 110–130 zł brutto za poprowadzony spektakl. „Za spektakle wyjazdowe płacone są podwójne stawki, a za wynajmy i imprezy zewnętrzne czasem nawet potrójne” – słyszymy w teatrze.
4680 złotych netto pensji podstawowej zarabia aktorka Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu z kilkunastoletnim stażem.
5536 złotych brutto dostała według warszawskiego rejestru umów reżyserka Anna Smolar za udział w sesjach feedbackowych przed premierami w TR Warszawa w sezonie 2023/2024.
5800–7760 złotych brutto zarabia akustyk w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie. Do tego dochodzi 110 złotych brutto za każdy spektakl. Wyjazdowe przedstawienia opłacane są podwójnie.
6500-6800 złotych brutto zarobić może według ogłoszenia inspicjent(ka)/asystent(ka) reżysera w TR Warszawa. Dochodzi do tego dodatek specjalny za pracę w czasie produkcji spektakli.
6500-7000 złotych brutto („ostateczna kwota zostanie ustalona na podstawie doświadczenia i kwalifikacji”) oferuje kierownikowi technicznemu Teatr im. Norwida w Jeleniej Górze.
6811 złotych netto zarobił w ostatnim miesiącu kierownik literacki Teatru im. Jaracza w Łodzi. Podkreśla, że jest w tym 18 proc. dodatku stażowego. „Ktoś, kto zaczynałby bez niego, zarobiłby na rękę około 5000 zł” – mówi.
7000 złotych brutto za przygotowanie roli dostała aktorka w teatrze u Krystyny Jandy, ponadto około 1000 zł brutto za każdy zagrany spektakl. Próby wznowieniowe nie są płatne.
7000-15 000 złotych brutto bierze doświadczona choreografka za ruch sceniczny do spektaklu w teatrze dramatycznym.
8000-12 000 złotych brutto mógł zarobić choreograf w Teatrze Tańca Rozbark w Bytomiu za przygotowanie spektaklu o długości od 40 do 50 minut na dwie do pięciu osób, w ramach otwartego konkursu na premierę kameralną.
9000 złotych brutto oferuje w ogłoszeniu kierownikowi technicznemu Teatr Studio w Warszawie. Podana płaca obejmuje dodatek funkcyjny, dochodzi do niej jeszcze dodatek stażowy.
9000 złotych brutto (plus dodatek stażowy) zarabia redaktor naczelny miesięcznika „Teatr”.
9500 złotych brutto zarabiał parę miesięcy temu kierownik produkcji w dużym warszawskim teatrze miejskim.
18 000-23 000 złotych brutto bierze za napisanie tekstu spektaklu na dużą scenę dramatopisarka z kilkuletnim stażem. Na małą scenę między 10 000 a 15 000 złotych. Najmniej za tekst dostała 3500 złotych – w teatrze offowym.
20 000-25 000 złotych brutto może zarobić wzięta scenografka za jedną realizację.
30 000 złotych brutto – tyle zarabia pewien dramatopisarz i dramaturg z kilkunastoletnim stażem na wielu polskich scenach za napisanie scenariusza i pracę na próbach, „czyli mniej więcej pół roku pracy” – jak tłumaczy, mówiąc, że „stara się nie brać mniej”. „To się czasem udaje, a czasem nie – dodaje. – Czasem za taką samą pracę dostaję połowę czy dwie trzecie tego, co w innych teatrach. Są teatry, które mają jasną i spójną politykę wynagrodzeń, i takie, w których wszelkie ramy pozostają tajemnicą”. I zastrzega: „Nigdy nie wiesz, ile zarobisz w danym roku”.
45 000 złotych brutto stara się dostawać za spektakl nagradzana reżyserka po trzydziestce. „Często się nie udaje” – dodaje.