Burdel i kalambury

Burdel i kalambury
Między nogami Leny, czyli „Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny” według Caravaggia, reż. Agata Duda-Gracz / fot. Przemysław Jendroska / Teatr Śląski w Katowicach
Nowe widowisko Agaty Dudy-Gracz jest tak ładne, że aż brzydkie. Uniwersalne problemy brzmią tu jak banały, a wędrówka po dawnym Rzymie okazuje się nudną lekcją z historii sztuki.

Caravaggio się usmarkał. Długi gęsty glut zwisa mu z nosa, klei się do wąsa, błyszczy w świetle reflektorów. Malarz rozpacza po śmierci kochanki i niedoszłej matki jego dziecka – muzy, modelki, kurtyzany. Wiele się działo na scenie wcześniej i jeszcze niejedno się wydarzy, ale to właśnie dramatyczny climax. Bohater wrzeszczy, glut się kołysze i nagle, ukradkiem, Krzysztof Wrona ociera twarz rękawem. Jakby kapitulował albo dawał do zrozumienia: wystarczy, przecież i tak w to nie wierzycie.

Agata Duda-Gracz (odpowiedzialna za tekst, reżyserię, scenografię, kostiumy i ruch sceniczny) jest uznaną specjalistką od malarstwa w teatrze – tak w formie, jak i treści. Między nogami Leny, czyli „Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny” według Caravaggia w Teatrze Śląskim w Katowicach to kolejna opowieść o artyście, który usiłuje wyzwolić się z doczesnej mitręgi i sięgnąć wyższego porządku. Religia pomaga w tym o tyle, o ile jest tematem dzieła sztuki. Jedyną skuteczną praktyką docierania do sacrum jest bowiem twórczość. W tym wypadku malowanie.

Wyrazisty język Dudy-Gracz i wieloletnia tematyczna konsekwencja mogą imponować lub budzić opór, ale trudno odmówić reżyserce kunsztu. Niedawny Memling, czyli historia końca świata z Teatru Wybrzeże w Gdańsku dowodzi, że artystka wciąż potrafi przyrządzić prawdziwą ucztę. Raczej wizualną niż intelektualną, ale czy to grzech? Między nogami Leny… (prapremiera w 2021 roku w Teatrze Dramatycznym w Kłajpedzie) oparto na tym samym pomyśle: biograficzny szkic o słynnym artyście jako powód do ożywiania jego obrazów. Tyle że tym razem nie wyszło.

Fabuła jest pretekstowa. Michelangelo Merisi da Caravaggio zakochuje się w prostytutce, Maddalenie Antognetti (Karina Grabowska). Kobieta zachodzi w ciążę, a potem umiera. Przetworzeniem sceny jej śmierci jest Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny – przywołane w tytule arcydzieło wczesnego baroku. Nie wiadomo co prawda, dlaczego Lena umiera ani jakim właściwie była człowiekiem, ale hej, kogo to obchodzi! Liczą się przede wszystkim rozterki mistrza, który w pijackim zwidzie doznaje objawienia. Zaczyna wierzyć, że jest nie tylko najwybitniejszym malarzem epoki, ale i artystą-apostołem – wybranym przez Chrystusa, co zostaje zilustrowane stop-klatką z odtworzeniem obrazu Powołanie św. Mateusza. Takich stop-klatek jest więcej. I jeśli szukać zachwytów – to właśnie w tych scenach, gdy aktorzy zamierają. Żeby widz nie czuł się ignorantem, opatrzono je tytułami. Efektem kalambury z historii sztuki, tylko że bez chwili na zgadywanie. Czyli bez sensu.

I chyba tylko o zabawę tu chodzi, bo przecież trudno brać na poważnie wygłaszane z nieznośnym patosem rozważania o opozycji światła i cienia (Caravaggio, jako tenebrysta, na symbol dualizmu pasuje doskonale). Drażni również nadrzędna metafora, w której Bóg Ojciec (Artur Święs), Syn Boży (Bartosz Roch Nowicki) i Duch Święty (Dawid Ściupidro) odpowiadają barwom podstawowym, którymi operuje malarz, co zostaje zilustrowane słupami świateł: czerwonym, niebieskim i żółtym i jest tak ładne, że aż brzydkie. Wreszcie nie sposób przejąć się groteskowo wrzeszczącymi postaciami (wziętymi z Biblii, mitów i historii), które cierpią na sto różnych sposobów, a w żaden nie da się uwierzyć. Zaprawdę, wielką wartością malarstwa jest cisza.

Między nogami Leny, czyli „Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny” według Caravaggia, reż. Agata Duda-Gracz / fot. Przemysław Jendroska / Teatr Śląski w Katowicach

Całość porządkuje nie fabuła, lecz formalna schematyczność. Obserwujemy niby to obyczajowy epizod, na przykład pijatykę w karczmie albo rozmowę w burdelu (to dwa najczęściej odwiedzane miejsca akcji), podczas którego malarz dostrzega w obecnych figury świętych ze swoich obrazów. Stop-klatka. Podpis. I jedziemy dalej. Można się znudzić już po trzydziestu minutach, a całość trwa dwie godziny. Nieco energii wnoszą kabaretowe sceny z papieżem, czyli udekorowanym popiersiem trupa noszonym przez dwóch biskupów wypowiadających się w jego imieniu. Kpiny z rozpasania kleru to komediowy pewniak, zwłaszcza jeśli ma się w obsadzie Pawła Kruszelnickiego. Nie dość, że panowie w sukienkach cenią przyjemności i władzę, to jeszcze nie odróżniają Caravaggia od Buonarrotiego.

Wykonywane z udziałem statystów sceny zbiorowe, nawet jeśli porządkowane dynamiczną choreografią, sprawiają wrażenie bałaganiarskich. Mnożenie postaci i kontekstów donikąd ostatecznie nie prowadzi. Ktoś powie, że nie musi, bo chodzi o generalne napięcia między sacrum a profanum, metafizyką i przyziemnością, między ego artysty i dziełem, które go przekracza – Duda-Gracz eksploruje je przecież od zawsze. Mało odkrywcze? Na tym polega sztuka, że potrafi przejąć banałami. Do tego potrzebne są jednak jakość i pomysł. W Memlingu…, dzięki obecności Mai Kleszcz w roli śpiewającego i obojętnego wobec bohaterów Anioła, zarysowano dystans. Inny świat jest nam dostępny o tyle, o ile zdołamy go podsłuchać. W katowickim spektaklu nie ma innego świata. A przynajmniej ja nie potrafię w niego uwierzyć, mimo że oglądam rozmowę Caravaggia z Trójcą Świętą. Nie pomaga mdląca od wzniosłości muzyka, która co rusz strąca widowisko w kicz. „Jestem w ciąży” – mówi Lena, na co rozbrzmiewają fortepian i skrzypki. Czy to Barwy szczęścia?

Przedstawienie, wbrew promocyjnym zapowiedziom, nie zabiera nas do Włoch przełomu XVI i XVII wieku. Pieczołowitość kostiumograficzna i pietyzm, z jakim Duda-Gracz odtwarza motywy z obrazów, służą czemuś innemu niż historyczne widowisko. Oglądamy świat wypreparowany przez konkretnego artystę. Stąd głęboka, ciemna przestrzeń, nadrzędna rola światła (Katarzyna Łuszczyk), koncentracja na sylwetkach i niemal całkowity brak scenografii (stoły, krzesła, podest, zawieszona u góry sceny draperia). Dlatego też kurtyzany są przyzwoicie ubrane (z jednym wyjątkiem), a Bartosz Roch Nowicki biega nago, radośnie podskakując jako Amor i Wenus (dla odmiany ta z Botticellego).

Dysonans między rozpustą a pruderią razi już od pierwszej sceny, w której Caravaggio i Lena uprawiają seks – w ubraniu. Im dalej w karczemne orgie, tym trudniej zrozumieć zasadę nagości. A przecież zaglądamy w trzewia wiecznego miasta. Poczerniałe zęby szczerzą tu pijacy, artyści i prostytutki. W tym świecie zawieszonego tabu wydarzyć się może zarówno analny gwałt łyżką i koprofagia (dla zabawy), jak i szczera, głęboka miłość do kurtyzany. Ale bez przesady z tą golizną.

Wytłumaczeniem decyzji o rozbieraniu może być sugestia, że w sferze erotycznej Caravaggio bardziej cenił mężczyzn – ma przecież kochanka granego przez Jana Jakubika (stop-klatka: Młodzieniec z koszem owoców). Ale taka interpretacja wykrzywia nieco główną oś spektaklu, czyli miłość do kobiety, bynajmniej nie platoniczną. No chyba że ubrane prostytutki to dowód szacunku oraz symboliczna rekompensata za niesprawiedliwości, których doświadczają bohaterki (napisałbym, że kobiety w ogóle, ale nie chcę posądzić Agaty Dudy-Gracz o feminizm). Może to i błahy wątek – tekstylia – prowadzi jednak do rozwikłania zagadki z tytułu. W jednej ze scen niby to prowokacyjnego wymachiwania spódnicą okazuje się bowiem, że między nogami Leny są po prostu majtki. 

Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, Między nogami Leny, czyli „Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny” według Caravaggia, tekst, reżyseria, scenografia, kostiumy Agata Duda-Gracz, reżyseria światła Katarzyna Łuszczyk, muzyka Łukasz Wójcik-Zawierucha, choreografia tańca Wojciech Dolatowski, premiera 23 stycznia 2026.  

Dominik Gac

Krytyk teatralny i teatrolog. Redaktor „Teatru”, współpracownik portalu teatralny.pl, kwartalnika „nietak!t”, radiowej Dwójki i Instytutu Teatralnego. Przewodniczący Komisji Artystycznej Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Współtwórca eksperymentalnych słuchowisk i projektów muzycznych.