Młode dziewczyny też ćpają
Bez alko i dragów jestem nudna mówi o problemie uzależnienia lżej niż niedawne hity: Melodramat czy Mój rok relaksu i odpoczynku. Ale może dobrze. Chyba warto poszukiwać nowych języków dostosowanych do młodszej publiczności – tym bardziej że wiek inicjacji alkoholowej i narkotykowej systematycznie się obniża.
Alkohol przestał uchodzić za substancję neutralną. Coraz więcej osób decyduje się na życie w trzeźwości – nie tylko z powodu doświadczenia uzależnienia czy współuzależnienia. Polki i Polacy popierają rozwiązania ograniczające sprzedaż używek, dawniej uznawane za kontrowersyjne i godzące w obywatelską „wolność”. Świadomość społeczną budują – co ciekawe – twórcy i twórczynie instagramowi. Wegańska influencerka Justyna Żak spaceruje po Warszawie, pokazując, ile szkła pozostawionego w przestrzeni publicznej udaje jej się zebrać w ciągu godziny. Wózeczek na kółkach szybko zapełniają butelki po piwie, wódce i winie. Jej filmiki osiągają po kilkaset tysięcy wyświetleń i generują liczne komentarze. Twarzą aktywistycznej walki stał się Jan Śpiewak, znany ze zgłaszania do prokuratury osób łamiących ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Inną popularną orędowniczką sobriety pozostaje Marta Markiewicz – organizatorka masowych trzeźwych imprez. Jej autobiograficzna powieść Bez alko i dragów jestem nudna stanowi punkt wyjścia spektaklu w reżyserii Miry Mańki, odpowiedzialnej także za adaptację tekstu.
Zasadnicza część książki dotyczy procesu wychodzenia z nałogu oraz nauki życia od nowa. Dowiadujemy się, że autorka zauroczyła się alkoholem już w wieku trzynastu lat, a kilka lat później sięgnęła po twarde narkotyki i dopalacze. Oprócz przywoływania hardcore’owych doświadczeń, takich jak ćpanie z własnym ojcem, w przystępny sposób opisuje mechanizmy uzależnienia i czynniki sprzyjające jego rozwojowi. Wyjaśnia, czym jest głód emocjonalny oraz dlaczego po używki sięgają także osoby, które – pozornie – nie doświadczyły w życiu niczego trudnego.
Teatr kocha alkohol. Narkotyki zresztą też – na scenie, ale przede wszystkim w kulisach. W spektaklach po kieliszek i kreskę sięgają jednak zazwyczaj starsi mężczyźni. Problem uzależnienia wśród młodych jest bagatelizowany. Ostre imprezowanie tłumaczy się potrzebą zabawy i koniecznością „wyszumienia się”. Bez alko i dragów jestem nudna pokazuje, że choroba alkoholowa może dotknąć każdego, nawet kilkunastoletnią dziewczynę. Choć ramą przedstawienia jest książka Markiewicz, Mańka wprowadza na scenę dodatkowe postaci, które nie występują w powieści. Każda z nich ma na imię Marta, ale nie służy to multiplikacji głównej bohaterki. To odrębne historie: matki dwójki dzieci rozładowującej napięcie kieliszkiem wina (Mirosława Sobik); nastolatki, która w wieku jedenastu lat sięgnęła po leki na kaszel z kodeiną (Zofia Stafiej); młodego mężczyzny zawalającego studia przez marihuanę (Igor Tajchman) oraz kobiety wypijającej codziennie małpkę czystej wódki (Ada Dec). Wprowadzenie dodatkowych bohaterek i bohaterów sprawia, że historia Marty-pierwowzoru (Julia Sobiesiak-Borucka) schodzi na dalszy plan.
Dramaturgia jest kopią pomysłu z innego przedstawienia Mańki, Przewodnika feministycznej psujzabawy, zrealizowanego z Grupą Artystyczną TERAZ POLIŻ w Nowym Teatrze. W warszawskim spektaklu sceny odnoszące się do kolejnych rozdziałów książki Sary Ahmed były poprzedzane przez blackouty i charakterystyczny, powtarzalny sygnał dźwiękowy. W Bez alko… mechanizm działa identycznie – melodyjka i migające reflektory sygnalizują nowe wątki. Byłam przekonana, że dziesiąta scena zamyka całość, ale później nastąpiło kolejnych dziesięć. Zapewne porządkuje to narrację, niemniej dla widowni okazuje się zabiegiem monotonnym i nużącym.
Początkowo sądziłam, że nie doczytałam opisu i trafiłam na spektakl skierowany do młodzieży. Miałam trudność z wejściem w konwencje komediowe i stand-upowe. Towarzyszyło mi poczucie zażenowania wywołane infantylnym sposobem prowadzenia opowieści. Niekiedy ta strategia wydawała się mieć sens, na przykład w momentach tematyzowania relacyjnego krindżu. Marta „od marihuany” i Marta „od wódki” próbują swoich sił w trzeźwym flircie. Nie wiedząc, jak zacząć rozmowę, chłopak pyta dziewczynę, czy wie, że pingwiny mają kolana. Dobrze wypada Igor Tajchman (grający w dublurze z Łukaszem Ignasińskim), wcielający się również w karykaturalnego terapeutę uzależnień Waldka. Kilka zabawnych scen nie zrekompensowało początkowego rozczarowania. Zdaje się jednak, że pozostawałam w mniejszości – widownia przyjęła premierę z entuzjazmem i reagowała głośnym śmiechem.

Scenografia Katarzyny Sobolewskiej przywodzi na myśl klub muzyczny – przestrzeń zabawy i tańca. Podłogę pokrywa mieniąca się srebrna okleina, w głębi sceny stoją dwie rampy, a całości towarzyszą kolorowe ledy. Klimat dopełniają światła (Klaudyna Schubert) oraz sensualna choreografia Dominika Więcka. To współczesny krajobraz uzależnienia: modne bary i kluby, w których w toaletach zażywa się zakazane substancje.
Nie sposób odmówić Mańce słuchu społecznego, wrażliwości literackiej oraz kompetencji z zakresu PR i marketingu. Reżyserka zdaje się odnajdywać własną drogę: wystawia teksty popularne, a zarazem istotne, dotykające tematów tabu i dobrze przyjmowane przez krytyków oraz czytelników – jak wspomniany Przewodnik… czy proza Emilii Dłużewskiej Jak płakać w miejscach publicznych (Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie). W Toruniu do współpracy zaprosiła choreografa i tancerza Dominika Więcka, znanego również z humorystycznych rolek publikowanych w mediach społecznościowych. Więcek i Markiewicz promują spektakl online, poszerzając potencjalną publiczność poza oficjalne kanały Teatru im. Wilama Horzycy.
Bez alko i dragów jestem nudna stanowi propozycję zupełnie odmienną od takich realizacji, jak genialny Melodramat Anny Smolar z Teatru Powszechnego w Warszawie, opowiadający o chorobie alkoholowej, warunkowej miłości i współuzależnieniu, czy równie udany Mój rok relaksu i odpoczynku Katarzyny Minkowskiej z warszawskiego Teatru Dramatycznego, skupiony na zażywaniu końskich dawek leków nasennych. Osobiście wolę, gdy temat uzależnienia traktowany jest z pełną powagą, choć w polskich tekstach kultury nie brakuje także romantyzowania i mitologizowania nałogu. Warto więc poszukiwać nowych języków dostosowanych do młodszej publiczności – tym bardziej że wiek inicjacji alkoholowej i narkotykowej systematycznie się obniża. W spektaklu Mańki pojawia się dydaktyzm, lecz nie przybiera on nachalnej formy. To raczej głos wspierającej przyjaciółki, przypominającej, że wszystko będzie dobrze.