Nie ma się czego bać

Grzegorzkowi udało się to wszystko, co tak szumnie obiecywał Nosferatu Roberta Eggersa. W gdańskim przedstawieniu – jak w najlepszych romantycznych fantazjach – wampir okazuje się skomplikowaną metaforą.

Wreszcie wojna!

Jest miło, bo znajomo i zabawnie. Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy, w tym pastiszowy potencjał dzieła Sienkiewicza. Twórcy od początku dają do zrozumienia, że pod śmiechem kryje się niewygodne samorozpoznanie.