Dobre, nie za słodkie

Dobre, nie za słodkie
Czas na wielki numer, reż. Barbara Bendyk / fot. Natalia Kabanow / Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Barbara Bendyk i Krysia Bednarek stworzyły czułą, słodko-gorzką opowieść o kobiecości. Czas na wielki numer to portret siostrzeństwa ponad pokoleniami.

Kaja zamyka się w ciasnym i niewłasnym mieszkaniu. Próbuje odbudować swoje życie po wybuchu bomby. Zgwałcił ją jej chłopak, Piotrek. Fioletowa wykładzina, szara zasłona, zielona poduszka do medytacji i niewielki stolik kawowy – to wystarczy, aby opowiedzieć o próbie powrotu do normalności. Twórczynie, czyli Krysia Bednarek (tekst i dramaturgia) oraz Barbara Bendyk (tekst i reżyseria), stawiają na minimalizm. Niewielka przestrzeń Małej Sceny w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza, trzy aktorki, oszczędna scenografia – czasami więcej nie trzeba.

Kaja (Natalia Klepacka) nie wychodzi z domu, świata doświadcza przez scrollowanie TikToka i okazjonalne rozmowy z mamą Mają (Monika Badowska). „Dryń dryń, jak tam? Dobrze? To dobrze”. Dziewczyna nie potrafi wyznać, że doświadczyła przemocy. Nie potrafi powiedzieć, że zerwała z chłopakiem. Każda rozmowa telefoniczna zawiera w sobie pytanie: „Co tam u Piotrka?”. Kaja wydusza, że dobrze, a potem zwija się z bólu i paniki na podłodze.

Jej pasją jest komedia, pisanie wierszy i stand-up. Z matką rozmawia o filmach. Na początku mamy nadzieję, że Naga broń z Liamem Neesonem i Pamelą Anderson może je połączyć, jednak matka nie lubi komedii, wolałaby obejrzeć z Kają film tak przejmujący, że siedziałyby wciśnięte w fotel, potem płakały na napisach i milczały pół godziny, żeby dojść do siebie. Właśnie takie rzeczy lubi. Bohaterki mają inne zainteresowania, ale podobny sposób wypowiadania się i ekspresji. W czasie rozmów telefonicznych wykonują takie same ruchy. Jakby odbijały od podłogi niewidzialną piłeczkę. Najpierw prawą ręką, zaraz potem lewą. Krążą po domach i nie potrafią powiedzieć sobie niczego ważnego. Obie śmieszno-wzruszające jak bohaterki z najlepszych filmów Pedro Almodóvara. Paradoksalnie to właśnie brak rozmowy je zbliży. Są rzeczy, których nie trzeba nazywać, wystarczy pokazać. W pamięci zostanie nam obraz milczących, obejmujących się kobiet.

Kaja nie potrafi mówić o gwałcie inaczej, niż wyrzucając z siebie oderwany od emocji opis. Ale każde wspomnienie Piotrka wywołuje w niej silną fizyczną reakcję. Zwija się w sobie i rzuca po mieszkaniu, po którejś z takich sekwencji pada ze zmęczenia. Leży na posadzce z białych płytek, przy metalowych drzwiach, do których ktoś się dobija. Zakładamy, że to Piotrek, ponieważ spektakl rozpoczął się od zamknięcia drzwi po ucieczce. Jednak po drugiej stronie kryje się Baba Drag Queen (Matylda Paszczenko), alter ego Kai. Tak jak w Podziemnym kręgu, gdzie Edward Norton miał swojego Brada Pitta, tak Kaja ma silniejszą, pewniejszą wersję siebie – kobietę, która wcielając się w inną postać, drag queen, próbuje uchronić się przed męskim dotykiem, męskim spojrzeniem i męską przemocą.

Czas na wielki numer, reż. Barbara Bendyk / fot. Natalia Kabanow / Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Baba Drag Queen sprzedaje nam stand-up z gatunku „dobre, takie nie za słodkie”. Rzuca żarty o Łodzi, lipsyncuje, robi szpagaty i dramatycznie zrzuca z siebie futrzany płaszcz, żeby odkryć lateksowy kombinezon z umieszczoną na pośladkach kokardą (zarówno kostium, za który odpowiada Wiktoria Kubat, jak i makijaż powstały we współpracy z MaRyją de Mon, warszawską drag queen). Alter ego Kai ma jeden cel: opowiedzieć o doświadczeniu przemocy, w miejscu, które uważamy za bezpieczne. Dla Baby był to „skurwiały gejowski klub” (nie mylić z „zapyziałym gejowskim barem”), dla Kai mieszkanie jej chłopaka. Śpiewane przez Babę Więzienne tango z musicalu Chicago nabiera ostrości. Autorki sztuki zmieniły tekst piosenki, który nie skupia się już na zdradzających mężach i ich małych przywarach, ale na gwiżdżących robotnikach, rzucających obrzydliwe komentarze ginekologach czy mężczyznach molestujących kobiety w komunikacji miejskiej.

Wreszcie nadchodzi tytułowy czas na wielki numer. Nie jest to jednak ani piosenka, ani stand-up. „Ktoś mnie bardzo skrzywdził” – mówi Kaja do matki. Dopiero po takim wyznaniu można pójść dalej. Dziewczyna spotyka się ze swoim alter ego i dostaje listę kroków, które pomogą jej poczuć się bezpiecznie we własnym ciele. Dzięki nim znów będzie mogła doświadczać przyjemności. Znów będzie w stanie zaufać innej osobie. Tak działa siostrzeństwo.

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi, Czas na wielki numer Krysi Bednarek i Barbary Bendyk, reżyseria Barbara Bendyk, dramaturgia Krysia Bednarek, scenografia i kostiumy Wiktoria Kubat, ruch sceniczny Urszula Parol, muzyka Joanna Szczęsnowicz, wideo Michał Lejczak, reżyseria światła Karolina Czerniawska, premiera 15 listopada 2025.

Lidia Kępczyńska

Studentka Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Współpracuje z „Dwutygodnikiem”. Entuzjastka wczesnych animacji Pixara.