My way

My way
Reniferek, reż. Filip Gieldon / fot. Przemysław Jendroska / Teatr Śląski w Katowicach
Twórcy polskiej teatralnej prapremiery Reniferka jako miejsce prezentacji wybrali znajdującą się w pobliżu Teatru Śląskiego Restaurację Kryształową. Rozmowy, świece, brzęczenie porcelanowych czajniczków z herbatą, pobłyskiwanie kieliszków z mocniejszymi trunkami składają się na atmosferę wieczoru.

Reniferek (ang. Baby Reindeer) miał wszelkie szanse przepaść w odmętach hurtowo produkowanego przez platformy streamingowe kontentu. Miniserial nie mógł pochwalić się bestsellerowym pierwowzorem ani wielkimi nazwiskami na liście twórców, nie dotykał też palącego tematu. A jednak został międzynarodowym hitem. Dlaczego? Był oryginalny, świetnie skonstruowany, znakomicie zagrany i wyreżyserowany, a przede wszystkim do bólu szczery.

Młody szkocki pisarz i komik Richard Gadd, nie oszczędzając siebie i nie proponując łatwych rozwiązań, przyglądał się w nim najmroczniejszemu okresowi swojego życia. Wszystko zaczęło się od odruchowego gestu współczucia. Jako barman poczęstował herbatą mizernie wyglądającą, znacznie starszą od siebie Marthę, dorzucając też jakieś sympatyczne słowo. Nie był świadom, że tym samym wpadł w sidła „profesjonalnej” stalkerki, która zamieni jego życie w piekło. Pojął powagę sprawy, gdy liczba pisanych do niego maili urosła do setek, a potem tysięcy. Im dalej, tym było gorzej. Niestosowne propozycje, śledzenie i zaczepianie, pogróżki i nękanie. Gdziekolwiek by się udał, prześladował go głośny śmiech tej zagadkowej kobiety. Potrafiła zadzwonić do rodziców swego Reniferka (tak go nazywała) i zmyślić wypadek samochodowy. Albo urządzić bójkę i wyrwać kłak włosów jego partnerce.

Twórcy polskiej teatralnej prapremiery Reniferka, idąc za tym, że opowieść zaczęła się przy kontuarze barowym, jako miejsce prezentacji wybrali znajdującą się w pobliżu Teatru Śląskiego Restaurację Kryształową. Rozmowy, świece, brzęczenie porcelanowych czajniczków z herbatą, pobłyskiwanie kieliszków z mocniejszymi trunkami składają się na atmosferę wieczoru. Przestrzeń, delikatnie oświetlona lampami o wielkich czerwonych abażurach zwisających z wysokich sufitów, rezonuje z tą pozbawioną blichtru historią. 

Kiedy zajmujemy miejsca przy niewielkich okrągłych stolikach, z głośników lecą szlagiery Franka Sinatry. Przy kolejnej zwrotce My Way spod długiej lady barowej, ku której zwróceni są zebrani, wyłania się podchwytujący melodię Mateusz Znaniecki. Aktor ma na sobie czerwoną koszulę w kratkę, jakby za chwilę miał wyjść na scenę stand-up w londyńskim pubie.

Katowicki Reniferek rzeczywiście sporo zawdzięcza formule takiego występu. Przede wszystkim nieformalnej bliskości z widownią, z którą Znaniecki cały czas pozostaje w bezpośredniej interakcji. Reżyser Filip Gieldon znajduje na to mnóstwo konkretnych rozwiązań. Aktor w roli Richarda Gadda lawiruje między stolikami, często mówi wprost do któregoś z gości. Jeden z widzów dostaje magnetofon, by w odpowiednim momencie puszczać nagrania wywiadów z kolegą, ojcem i dziewczyną głównego bohatera. Drugi zostaje poproszony, by przeczytać z telefonu fragment miażdżącej recenzji jego występu. Wreszcie większość zostaje poczęstowana przygotowanymi przez Gadda drinkami.

Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że oglądamy spektakl. Dokładniej – tragikomiczny monodram, którym był Reniferek, zanim autor przerobił go na serial. Nie widzimy więc samej Marthy, ale pojawia się ona w głosie i ciele Znanieckiego, który w mgnieniu oka potrafi przeobrazić się z ofiary w oprawczynię, a także w nagraniach puszczanych z offu. Licznych głosów, sprawnie wplecionych w tkankę opowieści, użyczyli aktorzy i aktorki Teatru Śląskiego (Aleksandra Bernatek, Grażyna Bułka, Bartłomiej Błaszczyński, Ewa Leśniak, Piotr Bułka, Kateryna Vasiukova), jak również dyrektor teatru Robert Talarczyk. Oprócz śmiechu stalkerki poznajemy też pisane przez nią wiadomości, wyświetlane na ścianach.

Znaniecki świetnie wypada w roli tytułowej. Przez niemal półtorej godziny utrzymuje uwagę publiczności, wprowadzając nas w labirynt autoironicznej retrospekcji, przypominający galerię krzywych zwierciadeł i emocjonalny rollercoaster jednocześnie. Większość widowni podejmuje tę grę, a odruchowy śmiech nieraz grzęźnie w gardle, trafiając w rozstawione pułapki dramaturgiczne. Komizm tylko podbija tu niepokój. Lekkość nie tyle znosi ciężar, ile go odsłania.

Reniferek, reż. Filip Gieldon / fot. Przemysław Jendroska / Teatr Śląski w Katowicach

Twórcom udało się stworzyć studium osoby pogrążającej się we własnych urojeniach, a zarazem mającej wyjątkową smykałkę do manipulowania innymi. I chociaż z powodu ograniczonego czasu niektóre wątki znane z serialu zarysowano pobieżnie, katowickie przedstawienie pozostaje odyseją do granic ludzkiej samotności i desperacji. Monodram odsłania bezradność zarówno strony prześladowanej, jak i policji wobec podobnych form nękania. Zwłaszcza gdy ofiarą jest mężczyzna, bo temat przemocy seksualnej wobec przedstawicieli „silnej płci” wciąż bywa ignorowany albo lekceważąco zbywany niestosownymi żartami.

W Reniferku pojawi się motyw eksploracji własnej, naznaczonej traumą gwałtu, nieheteronormatywnej seksualności. Okazuje się, że na początku kariery Gadd był wykorzystywany seksualnie przez starszego mentora z branży, hojnie częstującego go narkotykami. W centrum pozostają jednak ambiwalencje toksycznej relacji dwójki głównych postaci. Motywacje obojga nie są ani oczywiste, ani moralnie jednoznaczne. Z każdą kolejną historią, mailem i zwierzeniem coraz wyraźniej widać, że łączyła ich skomplikowana dialektyka fascynacji, współczucia, obrzydzenia, obsesji, strachu i winy.

Dlatego morał przedstawienia okazuje się bardziej złożony niż angielski tytuł książki Stefana Zweiga Beware of Pity [Bój się litości], którą każe przeczytać Gaddowi jego transseksualna dziewczyna Teri. Szkoda, że po obejrzeniu monodramu nie przemieszczamy się, dajmy na to, do restauracyjnej kuchni, gdzie usłyszelibyśmy wersję Marthy. Tym bardziej że Fiona Muir-Harvey, wskazywana jako pierwowzór stalkerki, podważa skalę zdarzeń i oskarża Gadda o żerowanie na jej historii dla rozgłosu. W czerwcu 2024 pozwała Netflix o zniesławienie, a sąd wstępnie dopuścił sprawę, która nadal nie została rozstrzygnięta.

Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, Reniferek Richarda Gadda, reżyseria Filip Gieldon, tłumaczenie Klaudyna Rozhin, scenografia i kostiumy Marcel Sławiński, premiera 13 lutego 2026.

Henryk Mazurkiewicz

Doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii, specjalizujący się w antropologii filozoficznej i kulturowej. Krytyk teatralny, członek redakcji portalu teatralny.pl, współpracuje z pismami „Teatr”, „nietak!t”, „Rita Baum”, „Teatr Lalek”, „Notatnik Teatralny”. Współorganizator Festiwalu Niezależnej Kultury Białoruskiej we Wrocławiu. Współautor e-booka poświęconego teatrowi offowemu Offologia dla opornych (2022). Zwycięzca Nurtu Off XLIV Przeglądu Piosenki Aktorskiej.