Supernowa
Sfotografowała już spektakle Smolar, Jarzyny, Klaty, Kleczewskiej. Karolina Jóźwiak powoli zdobywa pozycję najbardziej rozchwytywanej fotografki polskiego teatru.
Pracę w teatrze Karolina Jóźwiak rozpoczęła stosunkowo niedawno. Jak mówiła w rozmowie z Dorotą Kołodziejczyk, do świata teatru weszła przypadkiem. W ramach zastępstwa za koleżankę miała zrobić kilka zdjęć dla Teatru Dramatycznego w Warszawie, a została na dłużej. Pierwszą premierą, do której została zaproszona jako dokumentalistka, była Awantura w Chioggi w reżyserii Edwarda Wojtaszka z Teatru Polskiego w Warszawie w 2022 roku. Dzisiaj na swoim koncie ma zdjęcia z najważniejszych warszawskich premier ostatnich dwóch sezonów: Aniołów w Warszawie Wojciecha Farugi w Dramatycznym, Sublokatorki Mai Kleczewskiej w Powszechnym, Termopil polskich Jana Klaty w Narodowym.
Jak mówi Joanna Biernacka-Płoska, wieloletnia kuratorka Konkursu Fotografii Teatralnej: „Jóźwiak to nie jest cywil w teatrze. Ma pokorę wobec tego świata, ale jednocześnie dobrze go zna i umie się w nim poruszać. Pracuje wśród ludzi, których ego potrafi być bardzo rozbuchane, a ona sprawia wrażenie, jakby go w ogóle nie miała. Myślę, że tym ich uwodzi. Zbiera to, co mają najlepsze do zaprezentowania, i podnosi na wyższy poziom. Twórcy to cenią i szanują”.
Teatralny szczyt
Teatralne portfolio Jóźwiak nieustannie się poszerza. To nie tylko stała współpraca z Teatrem Dramatycznym i Teatrem Polskim w Warszawie, ale także coraz liczniejsze zdjęcia robione na zaproszenie innych teatrów lub festiwali. Jako jedyna osoba w Polsce miała możliwość fotografowania spektaklu Embodying Pasolini pokazywanego w trakcie ubiegłorocznego Malta Festival. Jak zauważa Biernacka-Płoska, to szczególny rodzaj nobilitacji. Występująca w spektaklu Tilda Swinton mogłaby mieć życzenie sprowadzenia własnego fotografa. Mimo to festiwal zaproponował Karolinę Jóźwiak i ta została zaakceptowana.

Sama fotografka mówi o tym procesie jako o spełnieniu marzenia. „To było metafizyczne doświadczenie. Towarzyszyłam twórcom od momentu przywiezienia kostiumów z filmów Piera Paola Pasoliniego. Obserwowałam i dokumentowałam wyjmowanie z kartonów, rozpakowywanie z bibułek, wykładanie na stołach i wieszakach. To był osobny spektakl, który odbywał się poza sceną i którego doświadczało niewiele osób. Mogłam to wszystko fotografować i patrzeć, z jaką pieczołowitością cała ekipa realizatorów pracuje na ten wyjątkowy wieczór”.
Po raz pierwszy jej nazwisko pojawiło się w Konkursie Fotografii Teatralnej w 2022 roku. Była jedną z kilkuset osób, które wysłały swoje zdjęcia. Nie próbowała niczego udowodnić, chciała tylko powiedzieć: „Zobaczcie, jestem”. Kategoria, do której się zgłosiła (teatralne zdjęcie sezonu), pozwalała na udział amatorów i – jak mówi Biernacka-Płoska – bardzo często nagradzano w niej fotografów, którzy jak komety pojawiali się tylko podczas jednej edycji i znikali. Z Jóźwiak było inaczej, zdjęcie wysłane przez nią było niezwykle estetyczne, studyjne: czarne malutkie krzesełko, pomniejszony element scenografii ze spektaklu Awantura w Chioggi, umieszczone na zamkniętym scenariuszu bądź katalogu. Przyciągało uwagę właśnie przez swoją prostotę i po długich negocjacjach w gronie jurorów uzyskało trzecią nagrodę w konkursie. Już po roku Karolina wygrała w kategorii zestawu dokumentacyjnego ze spektaklu Mały Książę w reżyserii Konrada Dworakowskiego ze scenografią i kostiumami Mariki Wojciechowskiej w Teatrze Polskim w Warszawie. Już nie kometa, a supernowa. Jak nazwała to Biernacka-Płoska: „Wybuchła wielka gwiazda”.

Zawód podglądacz?
Chociaż jej praca coraz częściej ogranicza się do robienia zdjęć podczas prób generalnych, to idealny proces wygląda trochę inaczej. Jóźwiak stara się towarzyszyć twórcom od pierwszej próby czytanej. To nie tylko okazja do zrobienia pierwszych zdjęć, uchwycenia aury spektaklu, który dopiero powstaje, ale także poznania koncepcji przedstawienia i zaprojektowania dalszej pracy. Z jednej strony buduje to poczucie przynależności, z drugiej zaś daje narzędzia do jeszcze głębszego wejścia w proces i zrozumienia zamysłu twórców. „Bez zaufania z ich strony trudno byłoby mi pracować”.
Co jednak w przypadku, gdy czas goni? Premiera się zbliża, a zajętości narastają? Dwie próby generalne muszą wystarczyć. „Pierwsza jest dla mnie czasem na poznanie spektaklu. Wykonuję na niej pierwsze fotografie, ale przede wszystkim dostrzegam i wybieram kadry. Dopiero na drugiej próbie w pełni skupiam się na robieniu zdjęć”. Gdy fotografuje, nie ogląda spektaklu. Nie jest widzem i raczej nie poleca znajomym przedstawień, które sfotografowała, zanim ich nie obejrzy bez aparatu w rękach.
Na ostateczny efekt zdjęć pracuje nie tylko zespół artystyczny, reżyser, fotografka, ale także pion techniczny czy administracyjny. „Po zakończeniu prób zaczynam drugą część mojej pracy, czyli selekcję i obróbkę zdjęć. Do teatru wysyłam ich kilkadziesiąt. Wiele zależy od długości spektaklu oraz dynamiki scen. O tym, jakie zdjęcia trafią do widzów, bardzo często decyduje reżyser, dyrektor teatru albo dział PR”.
Pytam o trudności. Zwłaszcza te związane z komunikacją i ostatecznym wyborem fotografii. Bądź co bądź nawet przy tak niewielkim fragmencie realizacji teatralnej bierze udział cały szereg osób, każda z inną wrażliwością i oczekiwaniami. Jóźwiak nie narzeka. „Mam duże szczęście do ludzi i do miejsc”. Najbardziej wymagające jest dla niej to, co najbardziej prozaiczne. „Oprócz artystycznego i intelektualnego aspektu teatr wymaga od fotografów dbałości o kondycję fizyczną. Dźwigamy na plecach sprzęt, a potem przez kilka godzin stoimy w totalnym skupieniu, trzymając w rękach ciężki aparat”.
Czy zdjęcia mogą mówić?
Na pytanie, co jest dla niej najciekawsze do fotografowania, odpowiada krótko: światło. „Od zawsze mnie fascynuje, a w teatrze jest absolutnie wyjątkowe i – w pewnym sensie – nie do podrobienia. Jest w pełni wykreowane, nienaturalne, tajemnicze. Wydaje się bytem oderwanym od rzeczywistości, a jednak tę teatralną rzeczywistość tworzy. Światło jest czymś, za czym nieustannie podążam”. To właśnie ono przyciąga do jej zdjęć. Na drugim, ale nie mniej ważnym miejscu są ludzie.

Jóźwiak zaczynała od fotografii ulicznej, w której scenografią jest architektura miasta, a człowiek tylko niewielką formą. Teraz bywa, że wypełnia cały kadr. Tworzenie portretów jest jej najbliższe. „Myślę o sobie przede wszystkim jako o fotografce teatralnej, ale spotkania sam na sam z drugą osobą są dla mnie bardzo ważne. Proces tworzenia portretu jest czymś wyjątkowym, każde takie spotkanie i akt fotografowania staje się wspólnym, bardzo osobistym doświadczeniem”.
Takie podejście przenosi się na efekt końcowy. „Gdy patrzę na jej zdjęcia widzę niezwykłą czułość wobec fotografowanych osób, miejsc, sytuacji. Zdjęcie teatralne jest dobre wtedy, kiedy po drugiej stronie stoi artysta i oprócz rzemiosła dodaje coś od siebie. Wydaje mi się, że Karolina jest właśnie taką fotografką” – komentuje Biernacka-Płoska. Jóźwiak potrafi uchwycić ludzi w sytuacjach, w których odsłaniają prywatność, nawet jeśli robią to nie do końca świadomie. W zdjęciu aktora w roli zapisane są i postać, i człowiek.
Czułość może wydawać się przereklamowaną kategorią, ale do tej fotografki pasuje idealnie. To nie tylko wyczulenie na emocje fotografowanej osoby, jak w przypadku zdjęcia Moniki Strzępki wykonanego po oddaniu dyrekcji w Teatrze Dramatycznym, na którym zachowały się smutek i rezygnacja, chociaż ukazuje tylko odwróconą sylwetkę reżyserki patrzącej z balkonu na pustą scenę i widownię. To także wyczulenie na ludzi pracujących obok. Paulina Góral w laudacji wygłoszonej podczas XI Konkursu Fotografii Teatralnej zwróciła uwagę, że Jóźwiak nie skupia się wyłącznie na aktorach, ale dba również o pokazanie pracy scenografów, reżyserów światła i innych twórców. „Fotografuję próby, kulisy, aktorów, pracownie, które przygotowują scenografie i kostiumy. Wybieram zdjęcia, które z jednej strony jak najwierniej oddają proces powstawania spektaklu, a z drugiej bardzo ze mną rezonują”.
Najlepszy zawód na świecie
Pytam Jóźwiak o sposób pracy, na ile dostosowuje język fotografii do języka spektaklu. Nie da się ukryć, że jej zdjęcia potrafią zachęcić widzów do obejrzenia przedstawienia. Czasami sprawiają, że wygląda ono lepiej niż w rzeczywistości. Chwytają intencje twórców, a mimo to zachowują unikalny styl. Na ile jest to świadoma decyzja? I jak zazwyczaj przebiega współpraca z twórcami?
„Każdy spektakl jest inny i przed każdym projektem zastanawiam się, jak do niego podejść”. Fotografując Anioły w Warszawie, próbowała przekazać coś, co zobaczyła jeszcze w trakcie prób – scenę wypełnioną światłem, dzieło urzekające estetycznie. „Moim celem było wypełnienie zdjęć tą niesamowitą aurą”. Podczas fotografowania Małego Księcia zaczęła od przypominania sobie, jak postrzegała tę książkę w dzieciństwie, żeby zestawić to ze sposobem, w jaki postrzega teraz spektakl. „Szukam określonego klucza” – mówi.

W rozmowach z artystką nie dowiaduję się wiele o samym procesie. Który z reżyserów bardziej angażuje się w proces dokumentowania spektaklu, a który zostawia jej wolną rękę. Karolina wciąż wstrzemięźliwie, skromnie opowiada o swojej pracy. „Myślę, że zadanie fotografa teatralnego to przede wszystkim dokumentowanie spektaklu przepuszczonego przez własną wrażliwość. Inaczej się po prostu nie da. Nie jest to na pewno ponowne inscenizowanie scen na użytek fotografii, przynajmniej nie w obecnych czasach i przy obecnych środkach technicznych. Fotografując spektakle, staram się oddać koncepcję artystyczną twórców, uwypuklić ich pracę, jednak to ja decyduję o momencie naciśnięcia spustu migawki, o kadrze, ekspozycji. Z jednej strony jest to więc dokumentowanie, a z drugiej moja narracja, która układa się później w spójną całość. Ostatnio usłyszałam od autorki scenografii, że jej praca wygląda lepiej na moich zdjęciach niż w rzeczywistości. Wiem, że to komplement, ale tu znowu pojawia się odwieczne pytanie o prawdę w fotografii”.