Kamera, akcja
Musical o Maksie Factorze próbuje połączyć dwie sprawy – biografię popularnego mężczyzny z narracją o standardach kobiecej urody. Zabrakło tu jednak głębszej refleksji na temat piękna.
Max Factor, urodzony jako Maksymilian Faktorowicz, polski Żyd, który na początku XX wieku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie stworzył kosmetyczne imperium. Charakteryzator największych gwiazd Hollywoodu. Twórca pojęcia „make-up”. Wynalazca podkładu i szminki w sztyfcie. Amerykańska legenda. Do dziś kosmetyki linii Max Factor cieszą się ogromną popularnością na całym świecie.
„Dlaczego ze wszystkich żydowskich historii i biografii wybraliśmy właśnie jego?” – pyta w otwierającej scenie odtwórca głównej roli (Daniel Antoniewicz). Niestety na to pytanie publiczność nie otrzyma odpowiedzi.
Warszawski Teatr Żydowski świętuje w tym roku jubileusz siedemdziesięciopięciolecia. Dyrektorka Gołda Tencer postanowiła przygotować przedstawienie, które umożliwi zaprezentowanie licznych umiejętności zespołu: wokalnych, aktorskich i ruchowych. Do współpracy zaprosiła Agatę Biziuk, reżyserkę i dramatopisarkę, która wcześniej wyreżyserowała tu kameralny PeKiN (2019). Musical M. Faktor. Narodziny Piękna to z kolei widowisko zrobione z rozmachem: na scenie oglądamy niemal wszystkie aktorki i wszystkich aktorów teatru (w towarzystwie muzyków). Dominują rozbudowane sceny zbiorowe – w kulminacyjnych momentach widzimy dwadzieścia osób. Musical w scenografii i kostiumach (Marika Wojciechowska) nawiązuje do złotego okresu Hollywoodu. Jest blichtr i glamour.
Akcja rozgrywa się na planie filmowym, o czym przypominają wykonana z pleksi konstrukcja studia nagraniowego i dźwięki sygnalizujące koniec ujęcia. Oglądamy produkcję muzycznego filmu biograficznego o polsko-amerykańskim makijażyście i biznesmenie. Spektakl dzieje się na dwóch płaszczyznach jednocześnie – scenicznej, dostępnej dla oka widowni oraz dokamerowej, transmitowanej na żywo ze sceny i z teatralnego zaplecza. Zapośredniczenie widowiska przez perspektywę filmową pozwala na wprowadzanie licznych wątków krytycznych oraz zaznaczenie, jak ogromny wpływ na kształt biografii ma osoba twórcza. Historię każdego człowieka można opowiedzieć na tysiące sposobów, a ci, którzy się tego podejmą, mogą manipulować faktami, żonglować wątkami i konstruować opowieść według własnych preferencji. Film, który tworzony jest na oczach publiczności, reżyseruje cały zespół Teatru Żydowskiego.
Pierwsze ujęcie przywołuje szczęśliwie anachroniczną już estetykę. Wokół Maxa Factora wiją się, wykonując erotyczne ruchy i machając kolorowymi piórami, szczupłe i atrakcyjne kobiety. Scenę przerywa jedna z performerek. Nie zgadza się na powielanie mizoginistycznych klisz kulturowych. Tę historię można opowiedzieć przecież inaczej. I faktycznie – twórcy i twórczynie próbują oswobodzić się z amerykańskich łańcuchów narracyjnych. Niestety cały czas potykają się o własne nogi. Raz ośmieszają i krytykują problematyczne sposoby opowiadania, innym razem je powielają i popadają w patetyczne tony.
Kolejne piosenki opowiadają bogatą biografię Factora. Urodził się w ubogiej, wielodzietnej rodzinie w Zduńskiej Woli w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Pracować zaczął już jako kilkuletnie dziecko. Dość wcześnie odkrył swoje powołanie, o ile można tu mówić o powołaniu. Może trafniejsza byłaby kategoria przypadku czy zrządzenia losu? Jako dziewięciolatek uczył się fachu perukarskiego, a kilka lat później rozwijał nabyte umiejętności w carskiej Rosji. W moskiewskim Teatrze Imperialnym dorabiał jako charakteryzator. W 1904 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tam zbudował kosmetyczne imperium, tworząc idealnie dobrane do karnacji pudry, pokłady, róże, cienie do powiek i pomadki. Kilkukrotnie żonaty, ojcem był raczej z doskoku.
Musical próbuje połączyć dwie sprawy – biografię popularnego mężczyzny z narracją o standardach kobiecej urody. Zabrakło mi jednak głębszej refleksji na temat piękna. Czy dla twórców jest ono jedynie konstruktem społecznym zmieniającym się w czasie, czy też w miarę zobiektywizowaną kategorią estetyczną? Wątki feministyczne i ciałopozytywne pojawiają się w zaledwie jednej piosence. Bohaterki śpiewają o zmianach kanonów. Cecha uchodząca za atrakcyjną w danej chwili, za kilka lat może okazać się szpetną: krągłe kształty, duże piersi, blada cera.
Aktorki noszą przy tym wymowne metalowe przyłbice stworzone na podobieństwo wymyślonego przez kosmetologa „kalibratora urody”, który przypomina raczej narzędzie tortur. Wątek krytyki kanonów podsumowuje spotkanie Factora z Marlene Dietrich (Monika Chrząstowska) pod koniec przedstawienia. Gwiazda kina i estrady jest przykładem kobiety, która uległa toksycznym wzorcom (rzekomo usunęła górne zęby trzonowe, by uzyskać efekt zapadniętych kości policzkowych). Twórcy i twórczynie zostawiają nas z pytaniem: w jakim stopniu innowacyjność przedsiębiorcy przyczyniła się do zaszczepiania w społeczeństwie amerykańskim obsesji piękna i budowania nieosiągalnego dla większości wizerunku „idealnej” kobiety?
Wyjątkowo niefortunne wydaje się wplątanie do fabuły postaci Williama Haysa (Piotr Wiszniowski) – amerykańskiego polityka, twórcy tzw. Kodeksu Haysa. Dokument ten powstał na zlecenie państwa i obowiązywał od lat trzydziestych do sześćdziesiątych XX wieku. Zawierał spis niedopuszczalnych w amerykańskim kinie scen, które mogłyby w negatywny sposób wpływać na moralność obywateli i obywatelek. Kodeks zakazywał pokazywania m.in. nagości, seksu pozamałżeńskiego, relacji nieheteronormatywnych i małżeństw mieszanych rasowo. W spektaklu Hays pełni funkcję przerywnika – pojawia się w momentach według kodeksu kontrowersyjnych czy newralgicznych, na przykład gdy aktorzy klną. Wchodzi drzwiami przeznaczonymi dla widzów, komentuje, krzyczy, a następnie wychodzi. Dzieje się to kilkukrotnie, aż zostaje zaproszony na scenę, gdzie otrzymuje wymyśloną na potrzeby przedstawienia nagrodę pocieszenia za całokształt. Nie wiem, jak rozumieć gest wręczenia statuetki – czy to przysłowiowe przytulenie skrzywdzonego człowieka? Uhonorowanie cenzora, homofoba i rasisty, przez którego mniejszości przez kilkadziesiąt lat nie miały swojej reprezentacji na ekranie?
W dobie mediów społecznościowych i wzmożonego zainteresowania medycyną estetyczną przypomnienie sylwetki Factora wydaje się dobrym i odświeżającym ruchem repertuarowym. Musical skupia się jednak na faktach biograficznych i sposobach kreowania biografii jako takiej. Bada możliwości ustawiania kamery pod innym kątem niż dotychczas. Stara się dostrzegać to, co w tej historii pozostawało niewidoczne. Gdyby twórcy skierowali obiektyw ku współczesności – byłoby bardziej intrygująco.